poniedziałek, 11 lutego 2013

Pieczątka i inne takie

Witajcie po weekendzie!
Na początek chciałabym Wam podziękować baaardzo serdecznie i gorąco za wszystkie ciepłe słowa pod adresem moich naszyjników. Te komentarze to miód na moje serce! Jako, że nie jestem do tych szyjątek jakoś szczególnie przywiązana, to – jeśli chcecie – możecie je nabyć TUTAJ. Mogę też się z Wami na coś wymienić, lub przygotować taki naszyjnik w kolorze przez Was wybranym. To dużo pracy, którą chętnie się zajmę wieczorem, kiedy Łucja już śpi, a ja nie mam co zrobić z rękoma.
Poza tym chciałam się Wam pochwalić pieczątką, którą zaprojektowałam sobie jakieś dwa tygodnie temu. Początkowo zamierzałam zrobić etykiety do mydełek, które zrobiłam (będzie o nich niedługo). Ale jak to w moim przypadku często bywa, w trakcie pracy zmienił mi się koncept. Powstało więc to cudo.


Na gorąco zadzwoniłam do firmy zajmującej się wyrobem pieczątek, zapytałam o cenę, wysłałam maila i na następny dzień Mąż mógł już odebrać gotowy produkt. Miałam już co prawda pieczątkę, ale malutką. Był na niej tylko napis „bluszczem oplątane” i dwa małe listki bluszczu. Ta wydaje mi się bardziej… no nie wiem, bardziej profesjonalna :D Koniecznie musiałam coś sobie od razu ostemplować. Pod nóż poszedł mały notesik, który kiedyś dostałam od Ani z mój dom – moja przystań. Miał żółtą plastikową okładkę, pod którą kryła się cudowna szarość (eh, Grey… Aniu, zaraziłaś mnie tą fascynacją!). Okleiłam grzbiecik szarym płótnem (z przodu niestety nie widać) i kawałkiem koronki. Pod płótno wkleiłam kawałek sznurka, co bym mogła zawiązywać notesik.


Oczywiście to nie tylko taka notesowa fanaberia! Zeszyciątko służy mi do zapisywania różnych pomysłów na gorąco, szkicowania projektów etc. Czasami tak mam, że coś wpada mi do głowy całkowicie znienacka. No a co można zrobić z pomysłem, jeśli nie ma możliwości go od razu zrealizować? No trzeba gdzieś zapisać, co by nie uleciał z zahukanej głowy. Do tej pory służył mi do tego wielki zeszyt formatu A4, ale raczej na spacer z Łucją go nie zabiorę. A spacery bardzo służą rozmyślaniu, na przykład na temat – co by tu zmajstrować. A żeby mydełko nie zostało gołe, to z pieczątki powstała też etykietka. Wybaczcie za jakość fotek – w pośpiechu robione komórką (czy smartfon nie brzmi dla Was zbyt snobistycznie? ja się nie mogę ciągle przyzwyczaić, komórka, to komórka przecie…)


I nie wiem, jak to się dzieje, że zawsze jak zamierzam wrzucić krótki post o niczym, to wychodzi mi rozprawka na pół strony. Niekoniecznie o czymś… :D
Miłego tygodnia Wam życzę!  

piątek, 8 lutego 2013

Naszyjniki i wesołe krówki


Dziś zaprezentuję Wam prace ”okołoporodowe", tzn. wykonane tuż przed i tuż po pojawieniu się Łucji na świecie. Są to naszyjniki, zwane przez niektórych kotylionami. Jeden z nich już Wam pokazałam. No bo wiecie, to było tak, że jak zrobiłam jeden, to w głowie pojawiła mi się cała masa pomysłów na nowe kolory i materiały.






Ostatni z kotylionów, dżins połączony z białym lnem i wełną, był dopełnieniem mojej wigilijnej stylizacji. Wykorzystałam w nim szydełkowego kwiatka, którego dostałam od Agnieszki z bloga Agato.art.
Ale nie będę się na temat naszyjników rozpisywać. Niech się ewentualnie bronią same :)

Oprócz nich chciałam Wam się jeszcze pochwalić prezentem, który wczoraj dostałam od mojego serdecznego kolegi, Piotra. Jest on marynarzem, podróżuje po całym świecie. Z jednej ze swoich wypraw, do Danii, przywiózł mi dwie wesołe krówki - solniczkę i pieprzniczkę. Już się zadomowiły w mojej kuchni. Prawda, że są słodkie?



A teraz już, moje kochane, uciekam nakarmić Łucję i biegniemy na spacer (te spacery to nie tylko dla niej, okazuje się, że zbawiennie działają na mój brzuszek!).

Do wirtualnego zobaczenia!


wtorek, 5 lutego 2013

Igielnik 20000


Witajcie w to piękne popołudnie! Właśnie wróciłam ze spaceru z Łucją. Włóczyłyśmy się po okolicy dobre dwie godziny. Tak fantastycznie świeci słońce!
Ale przechodzę już do rzeczy. Naoglądałam się na Waszych blogach cudnych przechowalników na igły i inne takie. Zapragnęłam mieć coś podobnego. Kiedy zobaczyłam w Pepco szarą ścierkę w prążki nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Wiedziałam, że powstanie z niej właśnie igielnik. Nie jest to może dzieło sztuki, ale mnie się podoba. Pewnie wyglądałby lepiej, gdybym miała maszynę do szycia. Tak niestety musiałam się ze wszystkim męczyć ręcznie. Ale za to satysfakcja większa :D








Wstążeczka miała być szara, ale z braku takowej użyłam tej w kolorze navy blue (nie wiem, jak taki kolor nazwać po polsku… marynarski błękit? morski błękit?) Efekt bardzo przypadł mi do gustu. Zobaczcie, niby taka pierdółka, a jak cieszy… Przy okazji chciałam się z Wami podzielić moim odkryciem, choć może dawno już o tym wiecie, a ja Ameryki nie odkryłam. Otóż jeśli się narysuje coś, lub napisze cienkopisem na papierze do transferu, to można to przenieść na materiał! Ja myślałam, że tylko wydruk, a tu taka niespodzianka. Tak właśnie zamieściłam napis na tyle igielnika. A ile ja się nadenerwowłam, żeby napisać to w lustrzanym odbiciu... 

No tak, pasowałoby się wytłumaczyć jeszcze z tej cudownej liczby w tytule wpisu. Wbrew pozorom, to nie model igielnika :D Chociaż wygląda to fajnie i przywodzi mi na myśl model miotły z Harrego Pottera…
Otóż chciałam się Wam pochwalić dwoma rzeczami – licznikiem z pięknym wynikiem oraz cierpliwością mojego Męża, który przedwczoraj siedział do północy i czatował na tą okrągłą liczbę, podczas kiedy ja już dawno smacznie spałam. Prawda, że Skarba mam w domu. A w zasadzie, to przecież dwa Skarby :D Kochanie, wiem, że tu zaglądasz, więc dziękuję Ci z całego serduszka! A Wam, moje Kochane Czytelniczki (a matko, jak to dostojnie brzmi...), dziękuję, za tak liczne odwiedziny :D



Pozdrawiam Was słonecznie!


niedziela, 3 lutego 2013

Protokół z losowania

W dniu 3.02.2013 r. o godzinie 10.10 komisja w składzie:
  • Petra Bluszcz,
  • Mr. Bluszcz,
  • Łucja,
  • Fretka,
dokonała losowania nagrody w konkursie Candy Wielookazyjne, ogłoszonym w dniu 2.01.2013 r. na niniejszym blogu.  Do konkursu zgłosiło się 88 osób, z czego 2 osoby nie spełniły zasad regulaminu w punkcie dotyczącym umieszczenia podlinkowanego banerka na swoim blogu. Zgłosiło się także 5 anonimowych osób, które – zgodnie z regulaminem – również nie zostały wzięte pod uwagę w losowaniu. Losowanie przebiegło zgodnie z regulaminem. Nagrodę otrzymuje (drogą pocztową do końca następnego tygonia) 


Po losowaniu komisja zakończyła obrady.

 
 

A teraz mniej oficjalnie. Gosi serdecznie gratuluję! Wszystkim uczestniczkom z całego serca dziękuję za udział.  Nie spodziewałam się tak licznego grona uczestniczek! Aż 88 zgłoszeń. Poczytuję to za osobisty sukces! Starałam się odwiedzić każdą z Was, u każdej zostawić ślad. W połowie zrezygnowałam z dodawania do obserwowanych i listy moich błogo, bo brakowało mi czasu (wczoraj i tak siedziałam do północy). W przyszłym tygodniu jednak do Was wrócę i nadrobię zaległości. Dziękuję Wam też za to, że mogłam – dzięki Waszym blogom – zobaczyć mnóstwo ciekawych i inspirujących miejsc. Po dwakroć dziękuję tym osobom, które – czasami pomimo nie zgłoszenia się do zabawy – zostały na moim blogu w gronie obserwatorów. Grono to prawie podwoiło swoją liczebność i choć nie o statystyki tu chodzi, to każda kolejna duszyczka u mnie jest balsamem dla serca.  Już planuję następne candy. Spodobało mi się. Nie wiem dlaczego tak długo zwlekałam z ogłoszeniem pierwszego…
Jeszcze raz serdecznie dziękują Wam wszystkim za wspaniałą zabawę!
 

wtorek, 29 stycznia 2013

A może by tak blog modowy…


…a w roli małej fashionistki Łucja? Patrząc na powiększający się ciągle zasób jej szafy myślę – czemu nie :D Zasób oczywiście powiększa się za sprawą cioć i babć oraz maminych wypraw do różnych sklepów, w tym sh. Ale jako, że to blog rękodzielniczy, to oczywiście nie będę tu pokazywać szafy mojej Córeczki. Pokażę za to coś, co jej ostatnio wyczarowałam, a ściślej – używając terminologii z Harrego Pottera – transmutowałam. To pajacyk w kolorze żywej zieleni. Właśnie kolor zwrócił moją uwagę. Wiecie, różowy jest ok, ale bez przesady. No więc wzięłam ten pajacyk za całe 3 zł, ucięłam stópki, doszyłam brązową koronkę i aksamitkę w tym samym kolorze i oto Łucja zyskała piękną (haha, ta moja skromność) sukienkę. 



Nie wiem, jak Wam, ale mnie się ona bardzo podoba. A jeszcze bardziej podoba mi się w niej Łucja. Do twarzy jej też w kolejnej sukience. Tą zrobiła dla niej Ciocia Irena, chrzestna mojego Męża. Poprosiłam ją, żeby wydziergała sukienkę na drutach, koniecznie z warkoczami. Bardzo bowiem spodobały mi się sukienki prezentowane kiedyś przez Grodzię. Prawda, że Ciocia się pięknie postarała?



Na koniec chciałam się Wam pochwalić jeszcze Króliczkiem-zasypiaczkiem, którego Łucja dostała od Beatki z Magicznego Zakątka. Była jeszcze czekolada. No właśnie, była... :D 




Beatko! Strasznie i ogromnie Ci razem z Łucją dziękujemy! Króliczek już siedzi obok łóżeczka i pilnuje kolorowych snów mojego Maleństwa!

A teraz jeszcze mała informacja. Ostatnio przy okazji jednego z wyróżnień pochwaliłam się, że pisałam kiedyś opowiadania. Wiele z Was zachęcało mnie do podzielenia się nimi na blogu. Nie jest to jednak blog literacki i nie chciałam zagracać jego przestrzeni moimi pisarskimi, średniej jakości z resztą, poczynaniami. Dlatego postanowiłam zamieszczać je na stronie pt. „grafomania”. Znajduje się ona w pasku pod tytułem bloga (Grodziu, dziękuję Ci za radę odnośnie zamieszczania stron!). Można też kliknąć TUTAJ. Chętnych zapraszam do lektury i proszę o wyrozumiałość – pamiętajcie, że opowiadania te pisałam będąc jeszcze w liceum (a było to dość dawno temu).

Pozdrawiam cieplutko i wszelkie Zbłąkane Dusze zapraszam jeszcze na moje candy. Zapisy już tylko do soboty!

czwartek, 24 stycznia 2013

Zachcianka Łucji i kolejne wyróżnienie


Dziś będzie o tym, jak to dzieci szybko rosną i chcą naśladować rodziców. Tak, tak… Moja Łucja widząc, jak piję herbatkę ze swojego ocieplonego kubka zażyczyła sobie czegoś podobnego. Mówi do mnie: „Mamo, skoro Ty możesz, to ja też chcę! Wiesz, jak lubię mleczko. Lubiłabym jeszcze bardziej, jeśli piłabym z czegoś tak ładnego.” Myślę więc: „Co? Mam zrobić sobie stanik na szydełku?”, na co moja Córka zareagowała bezzębnym uśmiechem. „Nie Mamusiu! Zrób mi ocieplacz na butelkę!”. No i jak ja miałam odmówić tym cudownym błękitnym oczkom? Wydziergałam więc coś takiego:





Jak nic, jest komplecik z jej ulubionym bodziaczkiem. W końcu nikt nie lubi mleczka tak bardzo, jak moja Mała Dziewczynka!

Tymczasem nie zdążyłam jeszcze się nacieszyć poode mnie od Danki Witkowskiej z bloga Moje cuda cudeńka.




Zasady powyższego wyróżnienia:
każdy nominowany blogger powinien:
1. podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu,
2. pokazać nagrodę Versatile Blogger Award u siebie na blogu,
3. ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie,
4. nominować 15 blogów, które jego zdaniem na to zasługują,
5. poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.

No robię comming out:
  1. Jako, że po maturze nie poszłam do wymarzonego wojska, na studiach historycznych wybrałam specjalność historia wojskowości. Oprócz tego jestem też archiwistą.
  2. Mam podwójne, unikatowe nazwisko. Pierwsze, rodowe, noszę jako jedna z trzech ostatnich osób w Polsce (oprócz mnie są jeszcze moja Mama i Siostra). Drugie, po Mężu, jest pochodzenia włoskiego. Jest taka rodzinna anegdota, że przodkiem Michała jest włoski szlachcic, który przybył do Polski w orszaku królowej Bony, zakochał się w Polce i osiadł tu na stałe. Także wieś, z której pochodzi rodzina Męża nazywa się tak samo, jak my.
  3. Uwielbiam rozwiązywać testy Mensy.
  4. Nie rozumiem sztuki nowoczesnej, tzn. tego, że ktoś namaluje kreskę i trzy kropki, nada temu tytuł i nazywa siebie od razu wielkim artystą.
  5. Jako dziecko uwielbiałam rozmontowywać wszelkie mechanizmy i składać je z powrotem. Jeśli – o dziwo – działy, skakałam z radości. Tym bardziej, że prawie zawsze jakaś śrubka została.
  6. Nie jestem feministką, choć powszechnie się mnie za nią uważa.
  7. Swojego czasu pisałam opowiadania z dreszczykiem. Nawet się zastanawiałam, czy jednego tutaj nie wrzucić… W zamyśle mam pomysł na powieść, ale i czasu i weny brak J

A teraz wyróżniam kolejne blogi. Tylko czemu aż 15?! Dość ciężko wybrać 5… No cóż, trzeba się podporządkować zasadom. Wyróżnienia ode mnie dostają:


Trzymajcie się cieplutko!

wtorek, 22 stycznia 2013

Wyróżnienia



Ostatnio dostałam dwa wyróżnienia, od Brujity i od właścicielki bloga Na poddaszu. Bardzo, bardzo serdecznie dziękuję. To strasznie miłe! Nie mam ostatnio zbyt wielu rozrywek, a wyróżnienia są dla mnie fajną odskocznią od codzienności. Szybciutko jednak przechodzę do odpowiedzi na pytania, żeby zdążyć, zanim mój aniołek się obudzi.  

Pytania Brujity:
- Kawa czy herbata?? – Zdecydowanie kawa, choć teraz praktycznie pić jej nie mogę.
 - Kot czy pies?? – Hehe, oczywiście pies! (a najlepiej moja Fretka)
 - Nie wyobrażam sobie życia bez...?? Córki i Męża
 - Ulubiona książka/film?? – jest ich strasznie dużo… książki chłonę tonami i raz często mnie jakaś zafascynuje; co do filmów, to na pewno wszystkie w reżyserii Tarantino, Władca Pierścieni, Siedem, Adwokat Diabła, Fanatyk, Milczenie owiec… oj, nie wymienię wszystkich…
 - Moja wymarzona podróż?? – Skandynawia
 - Spódnica czy spodnie?? – hmmm, zależy od nastroju
 - Muzyka w moim życiu jest jak...?? – lek na smutki
 - Gdy byłam mała to chciałam...?? – zostać detektywem
 - Najtrudniej byłoby mi zrezygnować z...?? – realizacji siebie poprzez swoje pasje
 - Gdy jest mi smutno to...?? – słucham Black Label Society, albo System of a down albo czegoś w tym stylu; ostatnio na smutki najlepsza jest uśmiech mojej Córki
 - Moje najpiękniejsze wspomnienie... – jako, że moje życie dzieli się na dwie części – sprzed Michała i po Michale muszę napisać o więcej, niż jednym wspomnieniu. Z dzieciństwa cudownym wspomnieniem jest to, kiedy mój Tata odwoził mnie do szkoły saniami, przyczepił koniom dzwonki do szyj, a świat wokół zasypany był śniegiem, drzewa pokrywała szadź. Może dlatego lubię zimę. Od kiedy jestem z moim Mężem, czyli od 8,5 roku, większość dni i wspólnych wspomnień jest pięknych, począwszy od wykopalisk archeologicznych, poprzez przysięganie sobie miłości na ruinach kolegiaty św. Pawła w Kaliszu, różne śmieszne sytuacje, na których opisanie nie starczyłby mi tydzień, ślub, wspólne wycieczki, aż do narodzin Łucji. Myślę, że celebrując nawet banalne wydarzenia i zwracając uwagę na szczegóły można zebrać całą kolekcję pięknych wspomnień.


Pytania od Aguligi:
1. Książka czy film? – książka, choć filmem nie gardzę
 2. Biżuteria srebrna czy złota? – zależy od stroju, ostatnio generalnie raczej złoto, zgłasza stare złoto
 3. Dom na wsi czy mieszkanie w centrum? – odkąd mieszkam w mieście zatęskniłam za domem na wsi. Eh, to były czasy, kiedy ptaszki za oknem działały jak budzik…
 4. Jabłko czy gruszka? Zdecydowanie jabłko
 5. Ulubione śniadanie to... – kanapka z wędliną lub białym serem oraz kawa (teraz inka z mlekiem)
 6. Obiad na słodko czy nie bardzo? Nie bardzo :)
 7. Nigdy nie... chciałabym skrzywdzić bliskich mi osób
 8. Mini, midi czy maxi? Zależy od okazji
 9. Lody o smaku... śmietankowym z bakaliami
 10. Lubię gdy mój mężczyzna... myzia mnie po szyi :D
 11. Ulubiony film... jak w pytaniu od Brujity

Zasadą wyróżnienia Liebster Blog jest udzielenie odpowiedzi na zadane 11 pytań i wskazanie innych 5 lub 11 (zależnie od... no w zasadzie nie wiem czego, ale takie dwie różne liczby spotkałam) blogów, które mają poniżej 200 obserwatorów (z wyjątkiem blogera, który nas wyróżnił). Ja wyróżniłam blogi, które sama odwiedzam w zasadzie od bardzo niedawna. 

A to już blogi, które ja wyróżniam:

Moje pytania:
  1. Zima czy lato?
  2. Biel czy czerń?
  3. Szpilki czy trampki?
  4. Komedia romantyczna czy thriller psychologiczny?
  5. Tygrysek czy Kłapouchy?
  6. Książka tradycyjna czy e-book?
  7. Sport oglądać, czy uprawiać?
  8. Nocny marek, czy ranny ptaszek?
  9. Na górze, czy na dole (hihi)?
  10. Lot w kosmos, czy nurkowanie w Rowie Mariańskim?
  11. Tort czekoladowy, czy chili con carne?

Zapraszam do zabawy!

czwartek, 17 stycznia 2013

transferowe-love


Dziś odgrzewam kotlety w postaci kilku przedmiotów, które jeszcze przed narodzinami Łucji ozdobiłam za pomocą transferu. Jak sam tytuł posta wskazuje, kocham przedmioty udekorowane w ten sposób i mam ich co raz więcej...

Szczotka do mycia pleców.



Wieszaczek, który można wygrać w moim candy (przypominam - zapisy do 1 lutego)


Tacka, tudzież podstawka, czy jak to tam jeszcze nazwać. Przewijała się już na zdjęciach we wcześniejszych postach. Używam jej głównie w celu zapobiegania bałaganowi, kiedy robię coś, do czego wykorzystuję wiele elementów. Wrzucam je wszystkie na tackę i gotowe. A i przenosić łatwo. Podstawkę wyścieliłam szarym płótnem przyczepionym do kartonu. Całość przyklejona jest ”na ciepło” i ozdobiona naprasowanką.



A żeby nie było monotonnie, pokażę Wam jeszcze dwie rzeczy. Pierwsza, to prezent, jaki Grodzia sprawiła Łucji – prześliczna opaska z kwiatuszkiem. Tu prezentuje ją Tygrysek w zastępstwie mojego Dziecka. Prawdopodobnie serwery nie wytrzymałyby takiej ilości słodyczy, jeśli zamieściłabym zdjęcie Córeczki :D Grodziu, obie z Łucją dziękujemy Ci z całego serca!




Drugą rzeczą jest dzbanek, który dostałam ostatnio od mojej Mamy. Jak widać na załączonym obrazku, idealnie wpasował się do mojej kuchni.



A teraz już muszę lecieć trochę chałupę ogarnąć, zanim Łucja znowu zacznie skutecznie negocjować ilość czasu spędzoną na rękach biednej mamy.

Ślę wirtualne przytulaski!


czwartek, 10 stycznia 2013

Ocieplacze, nie tylko na kubki


Od czego by tu zacząć? Eh, znowu miałam dłuższą przerwę. Przyjechała moja Mama i każda spędzona z nią chwila była na wagę złota, bo była z nami tylko tydzień. Tak więc nawet nie logowalam się na bloga. Tymczasem widzę, że moje candy cieszy się powodzeniem! I to takim, które przeszło moje oczekiwania. Dziękuje więc Wam za zgłoszenia, czekam na kolejne i witam serdecznie nowe obserwatorki. Mam nadzieję, że się Wam u mnie spodoba. Ja także w najbliższym czasie postaram się do Was wpaść z rewizytą.
Tymczasem rozmowy z Mamą nie przeszkodziły mi w zrobieniu kilku rzeczy. Ostatnio zachorowałam na ocieplacze na kubki. Zrobiłam ich kilka: na candy, dla siebie, Mamy, Siostry i Babci mojego przyszłego (mam nadzieję) Szwagra. Oto one:



A oto, co od rzeczonej Babci dostałam, a raczej co dostała Łucja:


Piękny kimplecik, prawda? Oczywiście Babcia sama go zrobiła. A skoro o prezentach mowa, to chciałam się Wam jeszcze pochwalić wygranym candy w Pracowni Garderobie. Dostałam śliczną bransoletkę.


Dominiko! Dziękuje jeszcze raz z tego miejsca za prezent i za zabawę :D

Pozdrawiam Was cieplutko i zachęcam do udziału w moim candy tych wszystkich, którzy się jeszcze nie zapisali.

środa, 2 stycznia 2013

Candy wielookazyjne


Dziś chciałam ogłosić moje pierwsze candy. Okazji się uzbierało co nie miara. Zobaczcie same:
- po pierwsze –  bo pierwsze właśnie
- po drugie – bo to mój setny post
- po trzecie – bo Łucja ma dziś miesiąc
- po czwarte – bo właśnie rozpoczął się nam Nowy Rok

Wystarczy? No niech będzie… Poza tym dostałam od Was tyle prezentów, wygrałam dwa candy, więc chciałam się jakoś zrewanżować. A że okazje cztery, to i cztery prezenty :
- tabliczka z podwójnym wieszakiem
- szydełkowy ocieplacz na kubek (bez kubka)
- zawieszka
- lawendowy olejek zapachowy w sprayu
… no i pewnie jakieś słodkości, skoro to candy :D

To wszystko trafi do jednej osoby, którą wylosuję 2 lutego.

Zasady takie, jak zawsze:
- wyrażenie  chęci udziału  w zabawie poprzez pozostawienie komentarza pod tym postem
- dołączenie do obserwatorów  (jednak tylko wtedy, jeśli spodoba się Wam u mnie naprawdę i będziecie mnie odwiedzać także po losowaniu)
- posiadanie swojego bloga (jako, że do tej pory raczej się u mnie anonimowe komentarze nie pojawiały)
- zamieszczenie na swoim blogu podlinkowanego poniższego zdjęcia



Zapraszam do zabawy!