poniedziałek, 5 listopada 2012

Czerwony qnik z Qnik Home


Dziś chciałam Wam napisać o pewnym cudownym miejscu, do którego trafiłam w ubiegłym tygodniu. Mowa o uroczym sklepiku Qnik Home, który znajduje się w Opatówku, małej miejscowości na trasie Kalisz – Łódź. I może wiele z Was się zastanowi, dlaczego tu o tym wspominam, ale musicie wiedzieć, że w samym Kaliszu i okolicach takich sklepów jest jak na  lekarstwo. Trafiają się oczywiście super wyposażone kwiaciarnie, mamy też Home&You, ale takiego bajkowego miejsca naprawdę brakowało. Może któraś z Was mieszka blisko, a o tym sklepie nie wie, może będziecie kiedyś przejeżdżać tamtędy - zajrzyjcie.


Mnie od progu przywitał bardzo miły Pan Sprzedawca i przez całą wizytę (a chwilę tam posiedziałam), nie odstąpił mnie na krok, informował o poszczególnych produktach, albo polecał coś konkretnego.  To bardzo miła odmiana po tym, jak klientów traktuje się w innych sklepach, gdzie sprzedaż zależy od obsługi. A tu było zarówno miło, jak i profesjonalnie. W takim miejscu klient może czuć się dopieszczony i wyróżniony. Szczerze mówiąc do miłej pogawędki, w jaką przekształciła się nasza rozmowa brakowało chyba tylko filiżanki herbaty :D
Nie omieszkałam oczywiście wyjść z pustymi rękoma. Zakupiłam, a jakże!, małego qunika (wybaczcie jakość fotek - światło jest dziś okropne, przynajmniej do robienia zdjęć). 



Żeby było milej, jest to czerwony konik w białe kropeczki, czyli idealny kandydat na dekorację  w mojej kuchni. Na razie zawisł na uchwycie szafki, ale z pewnością nie raz zmieni miejsce. Jestem nim zachwycona!
A oto już kilka fotek ze sklepu, część przeskanowałam z ulotki, resztę zaczerpnęłam z fejsbukowego profilu sklepu. No i właśnie, kto chce, może polubić Qnika na Facebooku, bo stronki jeszcze nie mają.

Wejście do sklepu znajduje się przy głównej
ulicy "przelotowej" przez Opatówek.


W Qniku znajduje się mnóstwo pięknych
i pięknie wyeksponowanych drobiazgów



I jak tu się nie zachwycać ekspozycją...

Powoli robi się świątcznie



I moje ulubione ptaszki (szkoda, że nie było białych...)
A tu już mapka dojazdu.

Polecam każdemu, kto znajdzie się w okolicy!!!

piątek, 2 listopada 2012

Retro Decu i kolejna „okrąglica”


Dziś druga odsłona dekupażowych zaległości, tym razem w kolorach sepii. 
Ta butelka powstała z myślą o Teściowej.






Tę z kolei zrobiłam z myślą o Cioci Eli. Butelkę dostałam od niej po jakiejś imprezie i po ozdobieniu miałam okazję oddać. Motyw bratków wykorzystałam bardzo podobnie, jak w przypadku mojej konkursowej pisanki. Bardzo mi się wtedy spodobał efekt i postanowiłam go ponowić na szkle. Cioci bardzo się spodobało.


A tu jedna z moich pierwszych butelek. Też trafiła w ręce Cioci, ale Uli.



A to już tytułowa „okrąglica”, tzn. kolejna rzecz jubileuszowa na moim blogu. Jedna z moich Czytelniczek podpisująca się w mailu jako Polaris zrobiła mi niesamowitą niespodziankę. Okazało się, że była 13 000 odwiedzającą. Zauważyła licznik i zrobiła print screen.


To naprawdę, bardzo, bardzo miłe! Polaris, jeśli to czytasz, to jeszcze raz serdecznie Ci dziękuję!

Dziękuję też za wszystkie komentarze i pozdrawiam cieplutko! A właściwie to pozdrawiamy razem z Łucją (jeszcze cztery tygodnie, hihi)  :D

czwartek, 1 listopada 2012

Kot w pustym mieszkaniu




Umrzeć - tego nie robi się kotu.
 Bo co ma począć kot
 w pustym mieszkaniu.
 Wdrapywać się na ściany.
 Ocierać między meblami.
 Nic niby tu nie zmienione,
 a jednak pozamieniane.
 Niby nie przesunięte,
 a jednak porozsuwane.
 I wieczorami lampa już nie świeci.

 Słychać kroki na schodach,
 ale to nie te.
 Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
 także nie ta, co kładła.

 Coś się tu nie zaczyna
 w swojej zwykłej porze.
 Coś się tu nie odbywa
 jak powinno.
 Ktoś tutaj był i był,
 a potem nagle zniknął
 i uporczywie go nie ma.

 Do wszystkich szaf się zajrzało.
 Przez półki przebiegło.
 Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
 Nawet złamało zakaz
 i rozrzuciło papiery.
 Co więcej jest do zrobienia.
 Spać i czekać.

 Niech no on tylko wróci,
 niech no się pokaże.
 Już on się dowie,
 ze tak z kotem nie można.
 Będzie się szło w jego stronę
 jakby się wcale nie chciało,
 pomalutku,
 na bardzo obrażonych łapach.
 I żadnych skoków pisków na początek.


Wisława Szymborska

niedziela, 28 października 2012

Prezent dla Teściów i 1000 komentarz


Wczoraj byliśmy u rodziców mojego Męża na przyjęciu z okazji 30 rocznicy ich ślubu. Jeszcze kilka lat temu nie miałam pojęcia, jak można wytrzymać ze sobą tak długo. Ale potem poznałam Michała i jakoś tak sama się ta zagadka rozwiązała. Bardzo bym chciała dożyć z nim setki, a potem przytulić się, zasnąć i już nie obudzić. Eh, ale na razie daleko nam nawet do tak zacnej rocznicy, jak ta perłowa :D
Tymczasem nieźle się nagłowiliśmy, co tu by rodzicom sprezentować. Chcieliśmy wysłać ich na romantyczną kolację, żeby mieli czas tylko dla siebie, bo z tym u nich bardzo ciężko, ale nie dali się namówić. Po co więc robić prezent, z którego nie będą zadowoleni… Próbowaliśmy z nich wyciągnąć, co by chcieli, nawet zapytaliśmy wprost, ale odpowiedzi się nie doczekaliśmy. Po wielu dyskusjach stwierdziliśmy, że najlepszy będzie aparat cyfrowy. Jako, że jedną wnuczkę już mają (od całych trzech tygodni), a druga urodzi się w ciągu miesiąca, to na pewno go dobrze spożytkują. Tym bardziej, że Teściowa po wszelkich rodzinnych imprezach narzeka, że musi się prosić o zdjęcia :D Opakowałam więc cacuszko najładniej, jak umiałam i oto efekt:






Użyłam „gotowca” z Avonu w postaci koszyczka, celofanu i wstążki. Od siebie dodałam dekorację z suszonych róż, listka i pawiego piórka oraz rafię w koszyczku. Oj, jak ja lubię pakować prezenty! Uważam, że staranne opakowanie jest równie ważne, jak sam prezent. A Wy jak myślicie?

Jako, że ciężko jest znaleźć w sklepie kartki na konkretne rocznice ślubu (oprócz 25, czy 50 może), a w dodatku jakoś nie miałam natchnienia na bieganie po sklepach, bo trochę mi ciężko ruszać się z domu dalej niż na krótki spacer, to ukręciłam sama coś takiego:



Starałam się, żeby wyszło skromnie i elegancko. Nie chciałam przesadzać z ozdobami. Jakoś tak ciężko przychodzi mi skomponowanie czegoś z wielu, wielu elementów, dlatego, jak pewnie już zauważyłyście, jeśli coś wyklejam, to zawsze w wersji light.

A teraz coś bardzo miłego. Otóż stuknął mi 1000 komentarz. Tak jak zrobiłam ze setnym, i tym razem postanowiłam obdarować osobę, która pozostawiła ten zacny wpis na moim blogu. Padło na Agato.Art.


Mam nadzieję, że na fotce wszystko ładnie widać. Aga jest nowa wśród moich odwiedzających i bardzo się cieszę, że będę mogła zrobić dla niej jakąś małą niespodziankę, tym bardziej, że z candy u mnie krucho. Już tyle razy się zabierałam za jego zorganizowanie, ale jakoś mi nie wychodzi… Dlatego jak mam okazję komuś coś sprezentować w jakiś inny sposób, to chętnie to robię :D

Pozdrawiam Was wszystkie niedzielnie i życzę miłego tygodnia!!!

czwartek, 25 października 2012

Dekupażowe B&W, wyróżnienie i Brzucholek


Dziś chciałam Wam pokazać kilka dekupażowych zaległości. A że nazbierało się ich trochę, to będzie to prezentacja w dwóch odsłonach. Na pierwszy ogień idą wyroby w kolorach czarno-białych.
Pierwsza butla ma 40 cm wysokości! Trochę się z nią namęczyłam, ale chyba było warto…


Tą butelkę już pewnie widziałyście u Ani, bo to właśnie z myślą o niej została stworzona.



A to już pojemniczki na sól i pieprz. Powstały ze słoiczków po przyprawach, nie pamiętam już jakich. Zdobią teraz kuchnię mojej Teściowej i choć jej kuchnia ni w ząb czarno-biała, to i tak zajmują tam honorowe miejsce (co jest strasznie miłe!)



Teraz będzie wyróżnienie od Witchqueen. Przeogromnie za nie dziękuję i za Twoje miłe słowa pod moim adresem także :D


No i w związku z powyższym teraz moja kolej na wyróżnienie 7 kolejnych blogów… To ta ciemna strona przyznawania wyróżnień, bo najchętniej to by się chciało wskazać dużo więcej Blogerek, niż to przewiduje "ustawa”. Ale jak mus, to mus. Moje wyróżnienia wędrują do...

Big Mamy ze Zręcznej roboty
Eweliny z Ewelowych zapisków 
Iwonki z Łąkowo 

...właśnie za to, o czym mowa w banerku :D


A tak zupełnie na koniec mocno sentymentalnie.


Już niedługo będę się cieszyć moim brzusiem, ba, pewnie będę nad nim płakać, jednocześnie tuląc jego zawartość do serduszka :D

poniedziałek, 22 października 2012

Wiktoriańskie albumy na zdjęcia


Pamiętacie jeszcze mojego „angielskiego pacjenta”? Od kiedy zobaczyłam ten wiktoriański album, zakochałam się w nim bez pamięci! Jakie było moje zdziwienie i w jaki zachwyt wpadłam otwierając ostatnio paczkę od mojej Mamy! Znalazły się w niej dwa cudeńka zdobione reprodukcjami oryginalnych kwiatowych ilustracji z 19-wiecznych albumów. Oto i one:


Ten większy, to taki pakiet składający się dwóch części. Pierwsza to sam album, a druga, to sześć kartonowych ramek na zdjęcia wraz z kopertami. Będą jak znalazł, kiedy po narodzinach Łucji będziemy chcieli obdarować najbliższych fotkami Małej.





Drugi, mniejszy album wiązany jest na różową wstążkę i podejrzewam, że będzie idealny na zdjęcia z chrzcin.




Prawda, że są wspaniałe? Moja Mama to ma oko. Wypatrzyła te albumy w sh i za oba dała 3 funty!

Życzę Wam wszystkim miłego tygodnia i bardzo dziękuję za wszystkie ciepłe słowa zawarte w komentarzach :D No i cieszę się ogromnie, że mój pomysł na pamiętnik dla Łucji tak się Wam spodobał.

czwartek, 18 października 2012

Z nudów scrapowanie


Ciągle nie wiem, czy mogę odnośnie swoich wyczynów używać określenia „scrapbooking”, bo wydają mi się na to zbyt amatorskie i jakieś takie zbyt koślawe… Ale nie czepiając się terminologii, chciałam się Wam dziś pochwalić dwoma zeszytami i kolejnym pudełkiem.


Pierwszy  zeszyt to przepiśnik. Mam go już od bardzo dawna, ale dopiero teraz, z nudów najzwyczajniej, zebrałam się, żeby go ozdobić. A że październikowo i halloweenowo się zrobiło, to postawiłam na taki, a nie inny zestaw kolorów. Brakuje jeszcze napisu, ale nie mam siły wyciągać drukarki z szafy, a jak Mąż przychodzi z pracy, to wolę się do niego przytulić, niż do roboty gonić, więc pewnie kiedyś, przy okazji…


A to już projekt zakrojony na szerszą skalę  - pamiętnik dla Łucji, tzn. ja go piszę, żeby potem mi nie umknęły rzeczy, które teraz chciałabym jej powiedzieć na różne tematy. Piszę tu o wszystkich ważnych sprawach związanych z jej rozwojem w moim brzuszku, o różnych wydarzeniach, o fajnych filmach, utworach muzycznych i książkach, które się pojawiły odkąd i ona jest na świecie. Myślę, że kiedyś będzie miała fajną pamiątkę. Chciałabym też, żeby wiedziała, jak bardzo ją kochaliśmy od samego początku i z jaką niecierpliwością jej oczekiwaliśmy. Aha, no i to co tam z boku wystaje, to po prostu liniuszek, bo zeszyt ma gładkie kartki i muszę się troszkę wspomagać, co by krzywo nie było :) 


To pudełeczko, nie wiedzieć czemu, jakoś mi się uchowało. Jest pierwsze z kolekcji szarych pudęł na drobiazgi, wybaczcie więc jakość wykonania i pewną... surowość. Zrobiłam je chyba niedługo po przeprowadzce, a więc już dobre 2,5 roku temu. Służy mi jako przechowalnik na klamerki do prania. Chciałam, żeby były po ręką, kiedy wychodzę na balkon, bo oczywiście zawsze zapominałam o nich i denerwowałam się musząc wracać do łazienki. A tak stoją sobie na parapecie i są zawsze na miejscu. 


A to już kolejne pudełko na różniaste drobiazgi, które zagracają mi szafki i szuflady. Znowu wykorzystałam karton, nie pamiętam już po czym, oklejony szarym papierem i innymi takimi. Eh, brak miejsca zaczyna mi co raz bardziej doskwierać… Zwłaszcza, że wczoraj kurier przyniósł długo oczekiwane łóżeczko i od razu postanowiliśmy je skręcić, żeby zapach „nowości” wywietrzał. Oczywiście, jak to z zakupami przez Internet bywa, okazało się, że orzech, to nic innego jak kolor rudo-czerwony, a beżowa pościel okazała się po prostu żółta… Szkoda gadać. Najważniejsze, że wyprawka robi się co raz bardziej kompletna. Jeszcze tylko kilka drobiazgów i będziemy gotowi na przyjęcie Łucji w naszym mieszkaniu i życiu :D

poniedziałek, 15 października 2012

Wrzosowisko


Dziś, na początek, chciałam podziękować wszystkim Dziewczynom, które zaangażowały się w akcję Miejsce dla Łucji. To bardzo miłe, czuć że ma się wsparcie w osobach, które zna się tak naprawdę tylko z sieci. Co prawda nie udało mi się jeszcze niczego sprzedać, ale akcja trwa do 20 października, więc jestem dobrej myśli. A nuż jeszcze coś się komuś spodoba i rozmiar będzie pasował…

Ale już przechodzę do tematu właściwego dzisiejszego posta – do wrzosów. Nie myślcie sobie, że się rozleniwiłam i nie dekoruję domu. Zwłaszcza na jesień! W kuchni na dobre zawitała kropkowana czerwień, ale zarówno salon, jak i przedpokoje ogarnął fiolet. Skorzystałam w większości z ozdób zakupionych rok temu (klik), więc skupię się na moich ulubionych roślinkach. Dwie doniczki zakupiłam w sklepie, ale resztę nazbierałam w lesie, będąc na grzybach. Było to jakiś miesiąc temu. Dziś już raczej nie dałabym tak rady wędrować, choć muszę Wam przyznać, że – jak na razie – ósmy miesiąc, to najlepszy okres w mojej ciąży! Pewnie, że jest co raz ciężej i czasem mam problem, żeby buty założyć, ale wreszcie czuję się dobrze. No i Łucja wcale nie kopie boleśnie po żebrach i wątrobie, jak mi wszyscy przepowiadali. Eh, ale znowu rozpisuję się nie na temat… Oto więc fotki:





A na koniec kula z szyszek. Zrobiłam z nudów, bardziej już z myślą o dekoracjach świątecznych. Dodam kilka białych piórek, przyprószę śniegiem w sprayu i będzie git!


A teraz żegnam się z Wami i uciekam szykować się na wizytę u lekarza, a wieczorkiem na kolację imieninową u Teściowej.
Przy okazji, jak się Wam podoba nowy wystój bloga? Męczyłam się dziś z nim chyba z 3 godziny, a i tak nie wyszło tak, jak chciałam, bo nie wiem, jak zrobić czerwone kropki w tle…


środa, 3 października 2012

Akcja: miejsce dla Łucji


Hej Dziewczyny!
Dawno się nie odzywałam… Nie było to bynajmniej spowodowane jakimiś komplikacjami. Po prostu ciężko mi dłużej wysiedzieć przy komputerze, a jak biorę lapka na kolana, to już mi brzuch przeszkadza w pisaniu… Ot, cała tajemnica :D Tymczasem termin porodu zbliża się nieubłaganie i choć w sumie trochę czasu zostało, to powoli szykujemy miejsce dla naszego Bąbelka. W związku z tym wygrzebałam z szafy kilka ciuszków, których nawet nie miałam na sobie. Większość ma metki. Są to ubrania, które są na mnie za małe lub po prostu trochę nie w moim stylu, albo też moja zapobiegliwa, lecz jakże kochana Mama kupiła mi więcej niż jedną sztukę. Wszystkie są z UK. No i bez sensu leżą w szafie i zagracają tak potrzebne teraz miejsce (którego ciągle ubywa pod naporem śpioszków, wózka, czy innych akcesoriów). Postanowiłam więc pokazać Wam je tutaj. Może coś się Wam spodoba? Przy każdym podałam krótki opis i cenę, do której dojdzie jeszcze koszt przesyłki, podejrzewam, że max 5 zł. Wiem, że mogłam wystawić na Allegro, ale tam jest takie zatrzęsienie, że ciuchy naprawdę ciężko sprzedać. Mam też do Was prośbę – może mogłybyście zamieścić u siebie banerek z informacją o akcji? Będę bardzo wdzięczna! Im więcej osób będzie wiedziało, tym większa szansa, że ktoś zechce coś zaadoptować. Akcja potrwa do 20 października. A teraz zapraszam do obejrzenia kilu ciuszków z mojej szafy:



Zielony (groszkowy) płaszczyk, MK One, rozm.12, całkowita długość 80 cm, szer. w ramionach 56 cm, rękaw ¾ - 40 zł




Spódnica atmosphere, rozm. 12, całkowita długość 66 cm, szer. w pasie 40 cm (rozciągliwa – guma w pasie), materiał jak na sweterek – 18 zł


Spódnica cienka atmosphere, rozm. 14, całkowita długość 70 cm, szer. w pasie 39 cm18 zł



Spódnica w kratkę atmosphere, rozm. 14, całkowita długość 36 cm, szer. w pasie 43 cm, z kieszeniami – 18 zł


Spódnica atmosphere, rozm. 14, całkowita długość 57 cm, szer. w pasie 42 cm, wełniana (53%) - 20 zł


Spódnica tweedowa niebieska, atmosphere, rozm. 14, całkowita długość 40,5 cm, szer. w pasie 42 cm, z podszewką – 18 zł


Spódnica tweedowa fioletowa, atmosphere, rozm. 16, całkowita długość 42 cm, szer. w pasie 45cm, z podszewką – 18 zł


Czapeczka wełniana cienka, atmosphere, pudrowo-różowa  - 5 zł


Kurteczka jeansowa, oliwkowozielona, rozm. 42, całkowita długość 46 cm, szer. w ramionach 54 cm, rękaw długi – 25 zł


Spódnica w kratkę H&M, z podszewką, rozm. 8 (38), całkowita długość 64 cm, szer. w pasie 40 cm15 zł

Spódnica Lonsdale London, sportowa, oliwkowozielona, rozm. 14, całkowita długość 37 cm, szer. w pasie 42 cm (rozciągliwa) – 10 zł


Sukienka New Look, beżowo-złota z różowymi aplikacjami, z podszewką, odkryte plecy ze sznurowaniem, satynowa,  rozm.14, długość od wysokości piersi 57cm, szer. pod piersiami 46 cm35 zł




Buty, rozm. , zamszowe z kożuszkiem, rozm. 39 – 30 zł



Sukienka GAP, rdzawo-brązowa, rozm. 14, całkowita długość 93 cm, szerokość w pasie 42 cm, z podszewką, idealnie wygląda z szerokim czarnym paskiem – 60 zł


To już wszystko. Jeśli miałybyście dodatkowe pytania, to proszę je kierować na maila: petra.bluszcz@interia.pl