poniedziałek, 25 listopada 2013

Dzień pluszowego misia


Dziś wyjątkowy dzień dla wszystkich Dzieci. Święto mają bowiem ich Przytulanki, często najlepsi przyjaciele. W wielu żłobkach i przedszkolach dzień ten jest obchodzony wyjątkowo uroczyście. U Łucji na przykład każde dziecko miało przynieść swojego pluszaka. Rano przed drzwiami wszyscy mogli przytulić się do wielkiego misia, który radośnie machał łapką i pozdrawiał maluchy. Postanowiłam, że Lucek będzie wyglądał wyjątkowo. Uszyłam jej zatem z polarku majteczki z ogonkiem i opaskę z uszkami. No bo w końcu to też taki nasz mały Misiaczek (już prawie roczny, 9-kilowy).




Wiecie, jaki mam stosunek do pokazywania zdjęć dzieci w Internecie. Tym razem musiałam jednak trochę nagiąć swoje zasady, bo „kostium” po prostu sobie leżąc nie prezentuje się nawet w połowie tak dobrze, jak na modelce. Tak więc na fotkach możecie zobaczyć tył mojego kochanego szkraba. Prawda, że jest już duża?
Dziś żegnam się już z Wami życząc wszystkim miłego wieczoru i całego tygodnia!

wtorek, 19 listopada 2013

Tymek i Zbynio


Dziś przedstawiam Wam dwa renifery, które zawitały do mnie z okazji zbliżających się świąt. Pierwszego mogłyście już zauważyć, to Tymek w czerwonym sweterku (dorobił się wreszcie spodni). Tymek jest dość mały, ale bardzo kochany. Ma większego kumpla, Zbynia. Zbynio powstał na bazie krowy, ale jest rogaczem pełną gębą, a raczej pełnym porożem.






A tak na serio, to Zbynio ma sweter z rękawa mojego starego swetra, a do wykonania bucików posłużyłam się zestawem kaletniczym, którym się Wam niedawno chwaliłam. Oba reniferki uszyłam w 100% ręcznie, w sensie bez użycia maszyny. Trochę to zajęło, ale myślę, że było warto.
Tymek będzie nagrodą w konkursie u Gabrysiowej Mamy, razem z tą oto bombką:



 Na koniec muszę się Wam czymś pochwalić. Od jakiegoś czasu biegam sobie, tak wiecie, rekreacyjnie. Namówił mnie kolega z pracy. Idąc, a raczej biegnąc za ciosem (oraz znowu za namową kolegi), postanowiłam wziąć udział w zawodach Ostrowska Jesień Biegowa na dystansie 5 km. Trochę się obawiałam, bo zdrowie mi szwankuje i mam kontuzjowane… no w zasadzie mam kilka kontuzji… Okazało się jednak, że poszło mi całkiem nieźle. Nie no, skończmy z tą fałszywą skromnością! Poszło mi znakomicie! Pobiłam swój rekord życiowy (00:28:15) i zajęłam 12 miejsce wśród kobiet i 42 w kategorii open na 78 startujących! Jestem bardzo zadowolona, bo absolutnie się takiego wyniku nie spodziewałam. A oto i medal:


Zachęcam Was do aktywnego wypoczynku! Naprawdę warto, nawet jeśli nie dla osiągnięć na zawodach, to dla samych siebie. Ja po takim kilkukilometrowym biegu dostaję tak niesamowity zastrzyk energii, że jestem w stanie góry przenosić!
Do zobaczenia wkrótce!

sobota, 16 listopada 2013

Konkurs u Gabrysiowej Mamy

Witajcie!
Niedawno zostałam poproszona o zasponsorowanie nagrody w konkursie na bożonarodzeniową kartkę, który zorganizowała Gabrysiowa Mama. Oczywiście się zgodziłam, ale nie tylko ja... Nagród jest bez liku! Po szczegóły zapraszam TUTAJ.


A oto, co ja ufundowałam, renifer Tymek i imienna bombka:


Zapraszam do wzięćia udziału w konkursie!

niedziela, 10 listopada 2013

Cuda wianki


 Witajcie w to piękne, niedzielne przedpołudnie (choć dla wielu z Was pewnie wczesny poranek). My nie śpimy już od czwartej, ale to nie nowość. Tak mamy prawie co dzień… Dziś prezentuję Wam porcję kolejnych wyrobów świątecznych.
Na początek choinki. Wzór znalazłam oczywiście na zszywka.pl, ale pomysłodawczynią jest wspaniała artystka Elena Kogan. Patrząc na jej prace można się przenieść w zupełnie inny świat.





Jako podstawę w swoich choinkach wykorzystałam słoiczki po obiadkach Łucji. 

Wianki to już twory spontaniczne. Osobiście najbardziej podoba mi się ten niebieski, choć jest trochę prozaiczny. Ten czerwony wykonałam ze starych skarpet, a ten z papierowymi zwitkami powstał nie dalej, jak dwie godziny temu. Wreszcie przełamałam swoją awersję do wykorzystywania do prac starych książek! Inna sprawa, że ta była o teorii prawa, była niekompletna i praktycznie trafiła już do kosza. Myślę, że ofiarowałam jej drugie życie.






Na koniec zdobycz – zestaw kaletniczy. Upolowałam go wczoraj w Lidlu za całe 19,90! Marzyłam o takim, więc nie zastanawiałam się ani chwili!


Wybaczcie, że nie będę się rozpisywać, ale Łucja czeka, aż się z nią pobawię. Nadmienię tylko szybko, że właśnie uczymy się chodzić (w czwartek w żłobku przeszła 3 kroczki sama!), mamy już 6 ząbków i znamy jakieś… 10 słów, głównie powtarzające się sylaby (mama, tata, czy kaka – co oznacza kaczuszkę). Poza tym musicie wiedzieć, że nasz kochany Lucek rozrabia niczym pijany zając w kapuście. Nawet moja Teściowa stwierdziła, że lepiej zajmować się trzydziestką dzieci w żłobku, niż jedną Łucją :D Ja nie wiem, po kim ona taka temperamentna…

Miłej niedzieli i udanego tygodnia Wam życzę!!!

niedziela, 3 listopada 2013

Gwiazdka ze sporym wyprzedzeniem i pewien zielony ogr…


Dziś będę uprawiać chwalipięctwo. Mianowicie będę się chwalić prezentami, które dostaliśmy w ostatnim czasie. Na pierwszy ogień idzie przepiękny haft – metryczka, który Łucja dostała od mojej Siostry. Karola zrobiła jeszcze podobną dla Jagódki, ale niestety nie obfociłam… Haft krzyżykowy ciągle pozostaje dla mnie nieosiągalnym, dlatego z radością podziwiam dzieła mojej Siostry i wiem, że w kwestii rękodzieła się uzupełniamy :D



Następnie pochwalę się fajną doniczką ze sklepu fajnedonice.pl. Miało być bez prezentów i z dobrego serca, ale oczywiście Mąż Koleżanki nie wytrzymał i musiał mi jedną podarować. Pisałam Wam o mojej awersji do kwiatów. Jest od tego mały wyjątek – fiołek od mojej Siostry. Rośnie i kwitnie nieprzerwanie (czy to możliwe w ogóle?). Doniczka podpasowała fiołkowi akuratnie, a i hasło na niej jest w zgodzie z roślinką.



Przyszła kolej na bardzo obfite podarki.  I już możecie się domyśleć, że to od mojej Mamy. Prezentowane przedmioty to tylko niewielka, acz chlubna reprezentacja 40-kilowej paczki.


Któż lepiej, jak Mama wie, co mi w duszy gra? Wszystko pasuje do mnie idealnie – lawenda, łyżeczki (chyba jeszcze nie pochwaliłam się Wam moją kolekcją…), kropkowy dzbanuszek (brakuje mi już miejsca w kuchni!), czy srebrna szkatuła (zakupiona pewnie na wyprzedaży samochodowej). Mamo, wiem, że tu zaglądasz, więc dziękuję Ci bardzo, bardzo!






A na koniec chwalę się ogrem z tytułu posta – wczoraj pierwszy raz upiekłam shrecka. Skorzystałam z TEGO przepisu. Nie raz pisałam Wam o tym, że ja + pieczenie ciast = katastrofa. Tym razem bez kuchennej apokalipsy się obyło, ale wyłapałam doła po tym jak wyciągnęłam biszkopt z piekarnika. Okazało się, że nie urósł ani o minimetr! Reszta jednak wyszła bez zarzutu i ciasto wygląda, jak z obrazka.


Swoją drogą, macie jakiś niezawodny przepis na biszkopt? Ja robiłam to ciasto setki razy, ale byłam wtedy dzieckiem i mieszałam tylko składniki, które dodawała Mama. Znam zatem technikę, ale nie pamiętam składników…

Na koniec chciałam podziękować za wszystkie prezenciochy! Każda rzecz z osobna i wszystkie razem sprawiły mnie i moim najbliższym ogromną radość :D A teraz już kończę i zmykam szyć choinki (tym to już pochwalę się w następnym poście).
Miłego tygodnia Wam życzę i do zobaczenia!

środa, 30 października 2013

Merry… autumn?


Na początek, w imieniu swoim i Męża, bardzo serdecznie dziękuję Wam za wszystkie życzenia z okazji jego urodzin! Jesteście kochane!!! Dziękujemy z całego serducha! 

Tymczasem jeszcze nie ma listopada, a tu już pojawiają się wszędzie bożonarodzeniowe ozdoby... No cóż, takie prawa rynku i marketingu :D Ja, ze względu na to, że tym razem pracować mogę tylko wieczorami, także zaczęłam wcześnie. Na pierwszy ogień poszły wieńce oraz mały, "testowy" renifer, dziś tylko w ramach dekoracji (brakuje mu spodni).






Bazą do wianków jest druciane kółko owinięte gazetami. W pierwszym wykorzystałam materiał zakupiony okazyjnie w Kauflandzie za bodaj złotówkę, liście laurowe oraz orzechy laskowe. Drugi, przy którym nakleiłam się trochę, to zlepek orzechów włoskich i laskowych, mchu, liści laurowych i brzozowej kory. Muszę go popoprawiać, bo gdzieniegdzie prześwituje gazeta... W planach mam jeszcze kilka podobnych wianków, renifery (na bazie krowy :D), choineczki i oczywiście dekupażowe bombki. Eh! Ale będzie pracy i radości tworzenia!
Na koniec chciałam Wam pokazać, jaki cudny prezent zrobiła nam nad Kaliszem natura dwa dni temu:



Buziaki Wam ślę wirtualne!

niedziela, 27 października 2013

Między imprezą i... imprezą :)


Miało być wczoraj, na szybko, w przelocie wręcz między kuchnią i... kuchnią. Pichciłam i sprzątałam od samego rana, bo mój Michał miał 30 urodziny i szykowała się dwudniowa impreza. Niestety nie zdążyłam i dziś jest na spokojnie. Jeszcze, bo niedługo muszę zacząć przygotowywać drugą część imprezy. Właśnie z okazji przyjęcia post będzie dziś kulinarny. Przepisy znalazłam buszując w Internecie. Pierwszy jest na zapiekankę (znaleziony dość dawno temu na Interii).


Potrzebne są: makaron, jaki kto lubi, brokuł, pomidory, mleko, dwa żółtka, żółty ser i przyprawy (w tym dużo czosnku). Makaron i brokuł gotujemy, pomidora parzymy i obieramy ze skórki. Wszystko buch! do naczynia  żaroodpornego, mieszu-mieszu, zalewamy mlekiem rozrobionym z żółtkami i przyprawami i posypujemy startym serem. Zapiekamy jakieś 20-30 min. Gotowe!

Następną potrawę przygotowałam w oparciu o przepis, jaki znalazłam na portalu zszywka.pl. Jeśli jeszcze tam nie byłyście, to zajrzyjcie koniecznie. Ja aż musiałam sobie w zeszyciku pozapisywać, tyle tam inspiracji! 




Ale wracając do przepisu, to potrzebne będą: chlebek (nie za duży), masełko czosnkowe (to mój dodatek), pomidor, szczypiorek, kabanos (to też mój wymysł) i żółty ser. Chlebek kroimy w kostkę, ale nie do końca, żeby wszystko sie trzymało razem. Powstałe... hm... "szczeliny" smarujemy masełkiem czosnkowym, upychamy w nich pomidory i kabanosa, posypujemy szczypiorkiem i żółtym serem. Zapiekamy. Rewelacyjny pomysł na kolację!

A tymczasem dziś w menu schab ze śliwką, karkówka w marynacie z coca-coli, sałatki, zapiekanka z serem feta, deski serów i wędlin... Dobrze, że większość czeka w lodówce od wczoraj :D Tymczasem pochwalę się Wam dekoracją stołu:




 A jako, że menu takie obfite, to na deser zaserwuję Wam moją ostatnią, niegrzeczną koszulkę.


Powstała w podobny sposób, jak ta tutaj. Tym razem pocięte paseczki zaplotłam, a napis z przodu, no same widzicie... Taki sam miała na t-shircie Lisabeth Salander w Dziewczynie z tatuażem. Co prawda nie wiem, czy wyjdę gdziekolwiek w tym ciuszku (ha, pewnie na spacer z Luckiem :D), ale bardzo, bardzo chciałam taką właśnie koszulkę mieć.
Dobra, uciekam już poratować się kolejną kawą, a potem na spacer z Łucją łapać promienie słońca. Trzymajcie się cieplutko! Do zobaczenia wkrótce!

czwartek, 24 października 2013

Zaległości różne

W wielkim skrócie chciałam Wam dziś pokazać, co się u mnie ostatnio działo. Niestety „ostatnio” obejmuje bardzo długi okres czasu. Nie wiem, dlaczego tak Was zaniedbałam… Przepraszam jednak z całego serca i obiecuję poprawę. Tym bardziej, że wielkimi krokami zbliżają się święta i powolutku zaczynam tworzyć bożonarodzeniowe dekoracje, którymi będę się tu chwalić. Tymczasem jednak uraczę Was sporą ilością zdjęć.
Na pierwszy ogień idzie szkolenie w Toruniu – owocne zarówno pod względem merytorycznym, jak i towarzyskim. Było mi tak miło, że mogłam się spotkać z przyjaciółmi po długim czasie! Czułam się, jakbym wracała do domu.







Jako, że jesień w pełni i to ta najpiękniejsza, złota, wybraliśmy się z Michałem na grzyby. Łucja trafiła pod opiekę Babci, a my pół dnia biegaliśmy po lasach. W rezultacie nazbieraliśmy koszyk piękności. Nie omieszkałam także przytaszczyć zapasów mchu i kory brzozowej, którą już wykorzystałam…







Zrobiłam też kilka rzeczy, między innymi pudełeczko na spinki dla Łucji, czy – na wyraźną prośbę Szwagra -  pudełko na papierosy (JESTEM ABSOLUTNĄ PRZECIWNICZKĄ PALENIA!).


PALENIE SZKODZI ZDROWIU! 

PALENIE POWODUJE RAKA PŁUC I CHOROBY SERCA

Wydziergałam też od dawna odkładane żołędzie i ozdobiłam nimi słoik z ciasteczkami Łucji.



Dobrze, już dobrze! Kolejna porcja moich poczynań poczeka do następnego razu. Mam w zanadrzu dwa przepisy na pyszne dania oraz nową koszulkę :D Zatem do szybkiego zobaczenia!