poniedziałek, 23 września 2013

Wyniki jesiennego candy


Oto jest! Pierwszy dzień upragnionej jesieni. Jakby za sprawą magii powrócił zapach jabłek, które jeszcze wczoraj pachniały zupełnie inaczej. Liście, szeleszcząc, szeptają do siebie pradawne sekrety. Można już dostrzec subtelną zmianę w gęstości powietrza, które już nie dygocze od letniego upału.


W tej oto cudownej atmosferze ogłaszam wynik mojego jesiennego candy. Do konkursu zgłosiło się rekordowe 139 osób! Dwa komentarze były podwójne. To wspaniałe, że bawiło się nas aż tak dużo! Bardzo Wam wszystkim dziękuję za udział  i za wszystkie miłe słowa.  Uwielbiam się logować i odczytywać Wasze pełne motywacji komentarze. Wtedy wiem, że jestem tu po coś.


Ale żeby już nie przedłużać, ogłaszam, że candy na jesienne wieczory wygrywa:

agnieszkazg

Gratuluję i proszę o dane do wysyłki na maila.

Jeszcze raz wszystkim Wam dziękuję za udział w zabawie, pozdrawiam i życzę miłej jesieni!!!

sobota, 14 września 2013

Projektant z przypadku


Rzecz będzie znowu o tym, że potrzeba jest matką wynalazku. Działo się to tuż przed wyjazdem na urlop. Potrzebowałam krótkich spodenek. Ceny zawrotne, fasony nie takie, rozmiary… za małe :D No więc poszłam do sh z nadzieją, że tam znajdę coś odpowiedniego. Jakaż byłam naiwna! Ale przecież mnie takie małe drobiazgi nie zniechęcają. Kupiłam więc dwie pary dżinsów. A że miałam dobry dzień i pomysł na bluzkę w zanadrzu, to do koszyka wpakowałam jeszcze t-shirt i zupełnie przypadkiem lniany woreczek (a nuż się przyda).

Spodenki – nic prostszego – powstały poprzez ciachnięcie nożyczkami.


Koszulka to już rzecz bardziej skomplikowana. O ile machanie nożyczkami i malowanie wybielaczem można za takowe uznać. Najpierw obcięłam rękawy i ściągacz przy dekolcie. Potem zrobiłam nacięcia na jednym boku, które mocno rozciągnęłam.


Krok następny poczyniłam w kierunku łazienki, gdzie w środek koszulki włożyłam szklaną płytę (co by nic nie przesiąknęło). Do nakrętki wlałam odrobinę domestosa. Z istną wirtuozerią chwyciłam za patyczek do uszu i maczając w wybielaczu, niczym w inkauście, zaczęłam pisać: BORN TO BE WILD (natchnęła mnie naklejka ze sklepu Wally, o której pisałam TU). 




Efekt wygląda następująco:


W taki oto sposób zostałam posiadaczką dwóch par szortów i unikatowej koszulki. I to za całe 15 zł!

Tymczasem zapisy na moje candy osiągnęły magiczną liczbę 100. Zapraszam do dalszych zgłoszeń. Został jeszcze tydzień!

Pozdrawiam Was cieplutko i słonecznie!

niedziela, 8 września 2013

Jak się nie ma, co się lubi...


…to trzeba sobie to zrobić! Z takiego założenia wyszłam parząc na cenę gry scrabble. Pewnego piątkowego wieczoru, kiedy Michał poszedł do kumpla na mecz, a Łucja smacznie spała, mnie natchnęło i wyczarowałam naszą ulubioną grę.


Planszę narysowałam za pomocą cienkopisu i kredek, po czym nakleiłam na karton. Następnie psiknęłam lakierem w sprayu.


Klocki zrobiłam z masy solnej, a literki namalowałam za pomocą markera.


Woreczek znaleziony w odmętach szafy...


Teraz, kiedy wieczory mamy praktycznie dla siebie, często gramy. Zdarza się nam siedzieć nad planszą do północy… Pomyślicie sobie, że nie mamy co robić…

Oczywiście przy okazji klocków musiałam też zrobić dziewuszkę z masy solnej. Dokleiłam jej włosy ze sznurka i gotowe :D Dziewuszka jak się patrzy!



Tymczasem dziękuję Wam serdecznie za tak liczny udział w candy! Nie spodziewałam się takiego ogromu chętnych po zaledwie tygodniu od ogłoszenia konkursu. Bomba! Im Was więcej, tym weselej! Zgłaszajcie się zatem!

Pozdrawiam cieplutko i miłego tygodnia życzę!

niedziela, 1 września 2013

Candy na jesienne wieczory


Z okazji nadchodzącej jesieni oraz zbliżającej się drugiej rocznicy założenia tego bloga postanowiłam zorganizować dla Was candy. Mam nadzieję, że licznie weźmiecie w nim udział, mimo tego, że ostatnio zaglądam do Was tak rzadko i sama nie dołączam do zabaw. Te cukieraski będą dla mnie mobilizacją do tego, by jednak złożyć wizyty na Waszych blogach.


Do wygrania będzie kilka rzeczy, jak zawsze u mnie zebranych tematycznie. Tym razem głównym motywem jest lawenda i kolor fioletowy, a cukieraski to:

- kubek z lawendą w ślicznym pudełeczku (idealny na pyszną herbatkę)
- zakładka do książki (idealna do książek czytanych w długie jesienne wieczory)
- kaboszonki (co prawda nie fioletowe, ale zrobione przeze mnie)
- mydełko o ślicznym, lawendowym zapachu (idealne do odprężającej kąpieli po deszczowym dniu)
- perfumki Outspoken by Fergi (tak na poprawę nastroju)





Zasady jak zawsze – udział w zabawie może wziąć każdy. Warunkiem jest podlinkowanie u siebie banerka oraz zostawienie komentarza pod tym postem. Osoby nie mające bloga, a posiadające konto na fb proszę o zamieszczenie tam informacji o zabawie. Będzie mi bardzo miło, jeśli polubicie mnie na facebooku i zostaniecie obserwatorami mojego bloga, ale to nie jest konieczne, by wziąć udział w losowaniu. Oczywiście osoby anonimowe proszone są o podanie maila.

A oto jeszcze banerek do pobrania:


Na zgłoszenia czekam do niedzieli 22 września. Losowanie odbędzie się tego samego lub następnego dnia, zależnie od tego, jak mi pozwoli Łucja (która kończy jutro 9 miesięcy!)
Miłego tygodnia i pięknego, słonecznego września Wam życzę!

czwartek, 29 sierpnia 2013

Gołuchów

Ostatnie dni urlopu mijają szybko i bezpowrotnie. Z jednej strony cieszę się, bo czasami mój mały diabełek przyprawia mnie o ból głowy, ale generalnie to nie miałabym nic przeciwko temu, by zająć się wychowaniem Młodej w domu. Eh, dylematy współczesnej matki…
W każdym razie końcówkę wakacji mamy bardzo aktywną – spacery, zabawa i spotkania z rodziną i przyjaciółmi. Wczoraj pojechaliśmy do Gołuchowa, gdzie w pięknym parku urządzonym w stylu angielskim znajduje się zamek oraz zagrody z żubrami, danielami, dzikami i konikami polskimi. Odkryliśmy, że ostatnio pojawiły się tam też pawie. W ogóle bardzo dużo się tam dzieje, chyba za sprawą unijnych dotacji, ale nie jestem tego pewna – w każdym razie miejsce się rozwija i staje jeszcze bardziej atrakcyjne. To rewelacyjny przykład na to, że nie trzeba szukać atrakcji daleko od domu. Byliśmy zachwyceni, mimo, że odwiedziliśmy Gołuchów nie po raz pierwszy. A Łucja… Łucja chłonęła wszystko dookoła – kolory i zapachy. Od zagrody z konikami wprost nie chciała się oderwać (dosłownie! złapała się poręczy i nie chciała obrócić nawet do zdjęcia). Ale dość już gadania! Zobaczcie to magiczne miejsce:




Mauzoleum Izabeli Działyńskiej


Sylwan - rzymskie bóstwo lasów





Budka lęgowa sowy pójdźki :)








poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Autumn is coming


Wreszcie czuć jesień. Mimo, że lato jeszcze w pełni, dla mnie zaczyna się sezon przygotowawczy do mojej ulubionej pory roku. Zwiastują ją chłodniejsze poranki i zapach świeżo zaoranej ziemi przynoszony przez wiejący od strony pól wiatr. Dla mnie to zapach wolności i czegoś, co nie do końca potrafię nazwać. Czegoś, co sprawia, że czuję się wyjątkowo dobrze i bezpiecznie.


Pierwszym, co robię, by przywołać jesień jest wyprawa do lasu. W ostatniej towarzyszyła mi Łucja. Nazbierałyśmy całe naręcze wrzosów na pięknych polanach rozległych borów otaczających rodzinną wioskę mojego Męża. Niestety zapomniałam aparatu i zdjęcia robiłam komórką…






Wrzosy posłużyły mi do stworzenia trzech różnej wielkości wianków, a resztę zebrałam w snopek i przewiązałam tasiemką. W ten sposób poczyniłam pierwsze jesienne dekoracje.



A czy Wy też czujecie już  jesień?


wtorek, 20 sierpnia 2013

Dolly


Dziś obiecany powrót do rzeczywistości, czyli Dolly – owca, która dołączyła do trzech wesołych krówek. Poprosiła o nią moja Siostra. To znaczy poprosiła o krowę, a ja jej zrobiłam owcę, bo chciałam spróbować uszyć innego zwierzaka. Ze względu na to, że nie musiałam się spieszyć, postarałam się zadbać o szczegóły, takie jak na przykład guziczki przy spodniach, czy toczek.





A oto, skąd się wziął pomysł na imię dla uroczej owieczki:

Pamiętacie to jeszcze? :D

Wykrój owcy pochodzi oczywiście z bloga Gałganki z duszą, a sesja zdjęciowa Dolly odbyła się w ogródku u Teściów.

Trzymajcie się cieplutko!

niedziela, 18 sierpnia 2013

Skarby Gór Izerskich

Z wakacji wróciliśmy już tydzień temu, a ja ciągle nie zamieściłam zdjęć. Zaraz po naszym powrocie przyjechała moja Mama i uwierzcie mi – na nic nie mam czasu. Dziś jednak Łucja już śpi, Mama przysypia, a Mąż poszedł na piłkę, więc siadam wreszcie do komputera. Przed Wami kilka zdjęć z miejsc, które udało nam się odwiedzić w ciągu czterech dni wojaży. Zwiedzanie z maleńkim dzieckiem, to niestety dużo wyrzeczeń, ale także satysfakcja z tego, że można sobie poradzić nawet w polowych warunkach. No i radość z minki dzieciaczka, który po raz pierwszy widzi wielką wodę (czyt. jezioro), czy górski krajobraz. W gruncie rzeczy, taka podróż, to też mega zmęczenie i bolące gardło od śpiewania w aucie, bo inaczej maluch – nie, nie płacze, a wręcz wyje do księżyca! W końcu nagrałam się na telefon i odtwarzałam Łucji, ale i tak się wreszcie połapała i wrzask był od nowa… Będzie co wspominać :D Nie przedłużam już i zapraszam do obejrzenia fotek.

m.Pobiedna, widok z dworku Saraswati

Owadzie harce

Zamek Frydland, Czechy 

Zamek Frydland, Czechy

Grota Czerniawa

Dom zdrojowy, Świeradów Zdrój

Zamek Świecie, aktualnie w rękach prywatnych i remontowany.

Zamek Czocha, moim zdaniem zbyt skomercjalizowany,
tzn. można, a nawet trzeba umieć wykorzystać
potencjał tego wspaniałego miejsca, ale prl-owskie stoły
i krzesła w bibliotece "bo nie zdąrzyli sprzątnąć
po konferencji" to już przesada.

Zamek Czocha

Widok na Kwisę z zamku Czocha

Zapora hydroenergetyczna, Leśna

Zapora na jeziorze Plichowickim (rz. Bóbr)

Zapora na jeziorze Plichowickim (rz. Bóbr)

Zamek Legend Śląskich (nie wchodziliśmy, bo Łucja spała...)

Klasztor w Lubiążu, obecnie bardzo
zniszczony, ale obecność rusztowań
zwiastuje remont - oby jak najszybszy.

Klasztor w Lubiążu

Następnym razem będzie już powrót do rzeczywistości :D
Miłego tygodnia Wam życzę!