Na początek razem z Łucją ogromnie dziękujemy za wszystkie życzenia urodzinowe! To niesamowicie miłe. Też nie wiem, kiedy zleciały te trzy lata :)
***
Najbardziej lubię ozdoby i gadżety wyszperane zupełnie przypadkiem. Kiedy ostatnio byłam na wsi, kątem oka zerknęłam na lampę cioci stojącą na strychu. Widziałam ją setki razy - drewniana podstawa i wstrętny czerwony abażur. Co sprawiło, że tamtego dnia spojrzałam na nią pod innym kątem? Może światło, a może przeznaczenie? Coś we mnie drgnęło - czy to jeleni róg? Podeszłam, zdjęłam zakurzoną osłonkę i moim oczom ukazało się cudo skandynawskiego dizajnu - róg opleciony kablem, samotna żarówka i drewniana podstawa. Z pewną obawą zeszłam do kuchni i zapytałam, co to za lampa i czy jest potrzebna. Ciocia odpowiedziała z uśmiechem, że mogę ją wziąć. No to wzięłam. Poprosiłam Teścia, żeby wymienił mi kabel na biały. Kochany Tata zrobił nawet włącznik, żebym nie musiała co chwila sięgać do wtyczki. Oszlifowałam i pomalowałam podstawę na biało, zmieniłam żarówkę na mleczną i mam! Moja osobista, upolowana, rogata lampa!
 |
| Przed przeróbką |
Ale gdzie ją postawić? Namówiłam mojego Męża na kompromis - nieużywany zbyt często sprzęt grający zostanie, ale przeniesiemy go na szafę. Nie chciałbym się z resztą go pozbywać, bo wiem, jak jest ważny dla Michała. Zyskałam jednak kawałek miejsca na moją lampkę. Żeby nie było jej smutno, a kącik nie wyglądał na niezagospodarowany, postanowiłam zrobić małą grafikę, choć to za dużo powiedziane. Zakupiłam antyramę, a z tapety, którą mamy nad łóżkiem, wycięłam rogatą głowę. Przykleiłam do sztywnego papieru taśmą dwustronną i umieściłam za szkłem. Całość tworzy miły dla oka zestaw. Muszę jeszcze tylko pomyśleć o zmianie żarówki na słabszą, bo ta razi niemiłosiernie. Mój rogaty kącik podoba mi się ogromnie, że tak nieskromnie powiem.
W ogóle uwielbiam motyw jelenia, nie jestem w tym aspekcie jakaś wyjątkowo oryginalna. Te zwierzęta wróciły do łask, może nie w kiczowatym wydaniu na rykowisku, ale na szczęście znowu są ozdobą naszych domów. Jelenie symbolizują bliskość świata duchowego, oznaczają też konsekwencję i wytrwałość. Więcej o symbolice tego pięknego zwierzęcia możecie poczytać TUTAJ oraz w książce "Biegnąca z wilkami" (wyd. 2012, s. 577), gdzie autorka pisze: "starożytny obrzęd nakazywał zabicie jelenia
w rytualnym okresie — poza nim było to naruszeniem praw Pierwotnej
Matki. Zabijanie zwierząt niesie wiele niebezpieczeństw, ponieważ
w postać zwierzęcia mogą się wcielać różne dobre i przyjazne duchy.
Zabicie zwierzęcia w niewłaściwym momencie cyklu zaburza delikatną
równowagę w naturze i może spowodować wielką zemstę i nieszczęścia (...) W prastarych obrzędach przez zjedzenie mięsa tego stworzenia i noszenie odzieży z jego
skóry — dla ochrony przez zimnem i na dowód członkostwa w klanie
— człowiek sam staje się jeleniem. Obrzęd ten znany jest od niepamiętnych
czasów. Zachowanie oczu, uszu, pyska, rogów czy trzewi zwierzęcia pozwala człowiekowi posiąść przymioty symbolizowane przez funkcje
tych części ciała: jasnowidzenie, zdolność przeczuwania na dużą
odległość, krzepkie ciało, zręczność i szybkość ruchów, głos przyzywający
inne zwierzęta tego gatunku i tak dalej."
Warto czasem zastanowić się nad tym, co oznaczają pozornie nic nie znaczące motywy. Ja na przykład nigdy nie zakładam czegoś, czego znaczenia nie znam. W życiu nie zrobiłabym sobie tatuażu w języku hebrajskim, czy japońskim, bo nie wiem, co oznaczają te wszystkie zakrętaski i kreseczki.
Motyw jelenia jest ostatnio bardzo modny, ale czy wcześniej zastanawialiście się, co on może oznaczać, oprócz oczywiście znajomości trendów?