piątek, 18 grudnia 2015

Bombki, cz. 2

Witajcie w ten cudowny, piątkowy wieczór! Chciałam Wam dziś pokazać kolejną partię bombek ozdobionych dekupażem. Trzy z nich wręczyliśmy Paniom z przedszkola Łucji. Reszta to także świąteczne prezenty. O ile do bombek można zaliczyć dzwoneczki i gwiazdkę. Generalnie to takie świąteczne przywieszki. Zdjęcia robiło się okropnie. Nie wiem, czy to brak światła, czy umiejętności. Trochę amatorskiej obróbki w programie do zdjęć sprawiło, że ich jakość jest lepsza, ale to i tak nie to. Przepraszam Was za te fotki. Sama wiem, jak mnie denerwują niewyraźne zdjęcia na blogach. Mam nadzieję, że będziecie wyrozumiali w ten świąteczny czas. Jakość nadrabiam ilością. To mam nadzieję też mi wybaczycie :)


















A oto już najpiękniejsza, najokrąglejsza, najwspanialsza, najcudowniejsza i najbardziej magiczna bombka pod słońcem! Zrobiła ją Łucja na warsztatach w przedszkolu. To nie to, co moje ubogie, styropianowe... Ta jest najprawdziwsza, szklana! Moja Córeczka to prawdziwa artystka! 




Pozdrawiam Was cieplutko i serdecznie i życzę Wam miłego przedświątecznego weekendu!

środa, 16 grudnia 2015

Bombki, cz.1

Wstyd i hańba! Do świąt pozostał tydzień, a ja nie pokazałam Wam jeszcze ani jednej ze swoich bombek! 
Te zmalowałam jako pierwsze. Tradycyjnie ozdobiłam je dekupażem, który ostatnio na nowo dla siebie odkrywam. Wykorzystałam pomysł z ubiegłego roku - z przodu renifer lub choinka, z tyłu sznurek. Bardzo spodobały się Siostrze na mojej choince, więc zrobiłam jej komplet podobnych. Nie zepsuję jej niespodzianki, bo wie o nich już od dawna.



Powyższą bombkę zgłaszam do wyzwania Zuzy. 





Kolejna bombka, to ta, którą robiłam z dziewczynami na początku grudnia. Podrasowałam ją trochę konturówkami.



I ostatnia dziś, bardzo śnieżna bombka ozdobiona pastą strukturalną. Jest większa od pozostałych i zawitała na Mikołajki w przedszkolu Łucji. 




Swoją drogą moja Kruszyna miała dziś wigilię. Były tańce, śpiewy i recytacje. Było cudownie! Jestem z niej bardzo dumna. Na dodatek rodzice dostali szklane bombki, które dzieci zrobiły na warsztatach. Łucji bombka jest oczywiście najpiękniejsza na świecie! Już wisi na choince. Pokażę Wam następnym razem.
Tymczasem lecimy na pocztę, bo przecież etat elfa św. Mikołaja zobowiązuje. 
Buziaki dla wszystkich!

niedziela, 13 grudnia 2015

Zima, zima, zima...

...a tu zimy ni ma... 

A jak się nie ma, co się lubi, to się lubi. co się ma! Świąteczny klimat bez śniegu? Nie ma mowy! Kiedy zobaczyłam pomysł na zimowe ozdobienie okna u Anity z bloga Anita się nudzi, postanowiłam zrobić coś podobnego w pokoju Łucji. Nie ma tam miejsca na choinkę, czy inne takie. Przyprószone śniegiem domki na szkle były więc strzałem w dziesiątkę. Zajęło mi to może pół godziny. Efekt jest świetny! Że tak skromnie powiem. Najważniejsze, że Łucji się podoba.






Do stworzenia zimowego krajobrazu posłużył mi też kartonik po zestawie kosmetyków. Od razu pomyślałam, że zrobię w nim coś podobnego. Efekt zawdzięczam w dużej mierze szczęściu. Wykorzystałam kartki starej książki, kawałki koronek, konturówkę, zakupiony dawno temu szablon i sztuczny śnieg. Czy Wy też macie tak nieraz, że uda się Wam coś zrobić zupełnie przypadkiem i rezultat jest jeszcze lepszy od zamierzonego? 





Miłego niedzielnego popołudnia Wam życzę! 

piątek, 11 grudnia 2015

Świąteczne butelki

Na rozgrzewającą nalewkę. Na zdrowie! Na to, żeby ładnie wyglądały. Świąteczne butelki ozdobione metodą decupage z pastą strukturalną udającą śnieg oraz gwiazdkowymi zawieszkami z masy solnej. Wymalowałam ich kilka. Jedna trafiła do nowej właścicielki. Reszta będzie prezentami na święta dla najbliższych, którzy uwielbiają mocne, domowe trunki o właściwościach zdrowotnych. Zapraszam do obejrzenia zdjęć i życzę miłego weekendu! Ja lecę tworzyć...









wtorek, 8 grudnia 2015

Jeleń na tapecie

Na początek razem z Łucją ogromnie dziękujemy za wszystkie życzenia urodzinowe! To niesamowicie miłe. Też nie wiem, kiedy zleciały te trzy lata :)

***
Najbardziej lubię ozdoby i gadżety wyszperane zupełnie przypadkiem. Kiedy ostatnio byłam na wsi, kątem oka zerknęłam na lampę cioci stojącą na strychu. Widziałam ją setki razy - drewniana podstawa i wstrętny czerwony abażur. Co sprawiło, że tamtego dnia spojrzałam na nią pod innym kątem? Może światło, a może przeznaczenie? Coś we mnie drgnęło - czy to jeleni róg? Podeszłam, zdjęłam zakurzoną osłonkę i moim oczom ukazało się cudo skandynawskiego dizajnu - róg opleciony kablem, samotna żarówka i drewniana podstawa. Z pewną obawą zeszłam do kuchni i zapytałam, co to za lampa i czy jest potrzebna. Ciocia odpowiedziała z uśmiechem, że mogę ją wziąć. No to wzięłam. Poprosiłam Teścia, żeby wymienił mi kabel na biały. Kochany Tata zrobił nawet włącznik, żebym nie musiała co chwila sięgać do wtyczki. Oszlifowałam i pomalowałam podstawę na biało, zmieniłam żarówkę na mleczną i mam! Moja osobista, upolowana, rogata lampa! 


Przed przeróbką




Ale gdzie ją postawić? Namówiłam mojego Męża na kompromis - nieużywany zbyt często sprzęt grający zostanie, ale przeniesiemy go na szafę. Nie chciałbym się z resztą go pozbywać, bo wiem, jak jest ważny dla Michała. Zyskałam jednak kawałek miejsca na moją lampkę. Żeby nie było jej smutno, a kącik nie wyglądał na niezagospodarowany, postanowiłam zrobić małą grafikę, choć to za dużo powiedziane. Zakupiłam antyramę, a z tapety, którą mamy nad łóżkiem, wycięłam rogatą głowę. Przykleiłam do sztywnego papieru taśmą dwustronną i umieściłam za szkłem. Całość tworzy miły dla oka zestaw. Muszę jeszcze tylko pomyśleć o zmianie żarówki na słabszą, bo ta razi niemiłosiernie. Mój rogaty kącik podoba mi się ogromnie, że tak nieskromnie powiem. 
W ogóle uwielbiam motyw jelenia, nie jestem w tym aspekcie jakaś wyjątkowo oryginalna. Te zwierzęta wróciły do łask, może nie w kiczowatym wydaniu na rykowisku, ale na szczęście znowu są ozdobą naszych domów. Jelenie symbolizują bliskość świata duchowego, oznaczają też konsekwencję i wytrwałość. Więcej o symbolice tego pięknego zwierzęcia możecie poczytać TUTAJ oraz w książce "Biegnąca z wilkami" (wyd. 2012, s. 577), gdzie autorka pisze: "starożytny obrzęd nakazywał zabicie jelenia w rytualnym okresie — poza nim było to naruszeniem praw Pierwotnej Matki. Zabijanie zwierząt niesie wiele niebezpieczeństw, ponieważ w postać zwierzęcia mogą się wcielać różne dobre i przyjazne duchy. Zabicie zwierzęcia w niewłaściwym momencie cyklu zaburza delikatną równowagę w naturze i może spowodować wielką zemstę i nieszczęścia (...) W prastarych obrzędach przez zjedzenie mięsa tego stworzenia i noszenie odzieży z jego skóry — dla ochrony przez zimnem i na dowód członkostwa w klanie — człowiek sam staje się jeleniem. Obrzęd ten znany jest od niepamiętnych czasów. Zachowanie oczu, uszu, pyska, rogów czy trzewi zwierzęcia pozwala człowiekowi posiąść przymioty symbolizowane przez funkcje tych części ciała: jasnowidzenie, zdolność przeczuwania na dużą odległość, krzepkie ciało, zręczność i szybkość ruchów, głos przyzywający inne zwierzęta tego gatunku i tak dalej."  
Warto czasem zastanowić się nad tym, co oznaczają pozornie nic nie znaczące motywy. Ja na przykład nigdy nie zakładam czegoś, czego znaczenia nie znam. W życiu nie zrobiłabym sobie tatuażu w języku hebrajskim, czy japońskim, bo nie wiem, co oznaczają te wszystkie zakrętaski i kreseczki. 
Motyw jelenia jest ostatnio bardzo modny, ale czy wcześniej zastanawialiście się, co on może oznaczać, oprócz oczywiście znajomości trendów? 

niedziela, 6 grudnia 2015

3 urodziny Łucji

Witam w to pięknie niedzielne popołudnie! My właśnie odpoczywamy po bardzo intensywnym tygodniu, który upłynął nam pod znakiem urodzin naszej kochanej Łucji. W środę świętowaliśmy w parku rozrywki. Łucja wybierała też sobie lalkę, na którą odkładała pieniądze do skarbonki. W piątek i w sobotę mieliśmy imprezy. Jako, że organizowaliśmy przyjęcie w domu, musieliśmy podzielić gości na dwie tury. Motywem przewodnim imprezy była Myszka Minnie. W Pracowni Tortów Artystycznych zamówiliśmy tort. Specjalny tort bez jajek, mleka i kakao. Taki, żeby Łucja w pełni mogła się cieszyć ze swojego święta. Zaręczam Wam, że nie tylko był piękny, ale i pyszny. Dziś pozostały po nim jedynie okruszki i zdjęcia. Tymczasem w markecie kupiłam też kubeczki, serwetki i talerzyki z myszką Minnie, a w czwartkową noc malowałam jeszcze Luckowi plakat. Całości dopełniły balony w kolorach różowych i czarnym. Także wśród prezentów dominował nasz imprezowy motyw. Łucja była więc przeszczęśliwa. Dodam jedynie, że dziś zaraz po śniadaniu musiałyśmy otwierać cukiernię i robić ciastolinowe babeczki. Poniżej kilka zdjęć imprezowych.  Pozdrawiam Was cieplutko i życzę wielu mikołajkowych podarków!



wtorek, 1 grudnia 2015

Bomb(k)owe dziewczyny

Dzieci jednoczą. I to nie tylko rodzinę. Miałam okazję się o tym przekonać, kiedy Łucja poznała na placu zabaw małą Wiktorię. Patryka znała już wcześniej, bo to nasz sąsiad, ale z jego Mamą miałam wcześniej ograniczony kontakt. Kiedy jednak nasze dzieci zaczęły się razem bawić, my też zaczęłyśmy spędzać ze sobą więcej czasu. Zaproponowałam dziewczynom, że może porobimy razem bombki. Po wielu perypetiach padło na termin wczorajszy, poniedziałkowy. Zebrałyśmy się we trzy: Paulina, Nina i ja. Nasze dzieci wspaniale bawiły się w pokoju Łucji pod czujnym okiem mojego kochanego Męża. Raz po raz dobiegały nas śmiechy, chichy i okrzyki radości, co nas radowało ogromnie i śmieszyło zarazem. My tymczasem malowałyśmy i kleiłyśmy. Zaznaczę, że dziewczyny nie miały nigdy wcześniej styczności z decoupage (no, powiedzmy, bo siostra Pauliny robi piękne prace, ale sama Paulina uważała się - całkiem niesłusznie - za totalne beztalencie w tej dziedzinie, nie próbując nawet). Siedziałyśmy tak sobie i dłubałyśmy w tych naszych bombkach. Objaśniałam dziewczynom tajniki decu. W ruch poszły farby, pędzle, kleje i konturówki. Na dokładkę do jednej bombki starczyło mi nawet pasty strukturalnej (a na co mi ostatnio zeszło prawie całe opakowanie, to napiszę niebawem). Nina z rozpędu zrobiła aż trzy ozdoby. My z Pauliną po jednej. Dzieci co chwila wpadały po coś, ale my byłyśmy w innym świecie. Zwłaszcza Nina, która mówiła, że czuje się jak w bajce. Faktycznie brakowało tylko kolęd, bo był zarówno św. Mikołaj w postaci mojego Michała, jak i małe elfy - nasze urwisy. To był na prawdę fantastyczny wieczór! Już planuję kolejny, ale pewnie nie prędzej, niż w styczniu. Tymczasem zapraszam do obejrzenia naszych prac. 





Ta pyza w środku, to oczywiście ja :)

A to już bombka, którą zrobiłyśmy z Łucją w ramach pierwszego zadania z kalendarza adwentowego. Łucja "ciapała" farbą, oczywiście różową. Ja dodałam srebrne gwiazdki i kokardkę. Ozdoba zawiśnie jej pokoju. 



Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i dziękuję za wszystkie komentarze!