środa, 21 marca 2012

Wielkanoc w kolorze sepii

Tworząc pisanki już gdzieś tam wspominałam, że mi z kolorkami typowymi dla tych ozdób nie za bardzo po drodze w tym roku. W sensie bardzo mi się podobają, ale może nie do końca w moim mieszkaniu... Wszystkie jajka, które do tej pory widziałyście (-liście) na moim blogu mają już swoich właścicieli. Dla siebie zrobiłam dopiero, zaraz, zaraz... niech no policzę... całe pięć! Jedno z kameą. Doczekało się ono dwóch sióstr, które powędrowały do znajomych.





Tu natomiast jajeczko z ważką. Zupełnie nie-wielkanocne.


A to moje pierwsze poczynania z jajkiem z pleksi. W środku królik z Alicji w krainie czarów. Rysunek jest autorstwa Johna Tenniela, a znalazłam go tutaj. W środku kilka trybików od zegarka, tarcza zegarowa jako zawieszka – w końcu ten królik bardzo się spieszył. Nie mogłam pozwolić, żeby spóźnił się na krykieta do Królowej Kier. Napis follow the White Rabbit  powstał przy użyciu flamastra do płyt CD (miał być również transferowany, ale był taki malutki, że transfer się zniszczył przy nakładaniu). Tył pisanki zdobiony za pomocą farby konturowej do witraży.



A to już koszyczek zrobiony dla mojej koleżanki z pracy. Nie wiem, czy spękania wystarczą, by określić go mianem „retro”. W każdym razie wpisuje się w mało-wielkanocne klimaty (bardziej odnośnie kolorów, niż piórkowych motywów). Piórka pozbierane w parku, żadne tam ze sklepu :D



Wiecie, nie chodzi o to, że mam coś do kurczaczków, zajączków i innych takich. Na pewno jakaś kurka i inne jajeczka znajdą miejsce pośród świątecznych ozdób w moim M. Po prostu lubię czasami potraktować święta nie do końca dosłownie.

***

A teraz, żeby nie było, że tylko jajka i jajka, prezentuję Wam szufladkę. Wyciągnięta ze starej szafki wiszącej, co straszyła w szopie.


Front tylko umyłam. Resztę pomalowałam białą farbą, a potem wtarłam patynę, żeby całość nabrała postarzonego charakteru. Jeszcze tylko nowa gałka, królik (ten sam, co na jajku – bardzo mi się spodobał), zegarek i już pojemnik zdobi mój sekretarzyk.


Mam jeszcze jedną taką samą szufladkę, ale zabiorę się za nią, jak będę miała gdzie przełożyć graty, żeby spoczęła obok siostry :)

Pozdrawiam i dziękuję za ogromny zastrzyk pozytywnej energii w postaci komentarzy :)

poniedziałek, 19 marca 2012

Słoneczny weekend w Dobrzycy

Miało być o jajkach, ale miniony weekend był tak przyjemny, że muszę się Wam pochwalić naszą pierwszą tegoroczną wycieczką. Pojechaliśmy do Dobrzycy, małego miasteczka pod Pleszewem. W sumie od Kalisza niezbyt daleko, droga bardzo ładna, kusząca atrakcja w postaci pałacu. Niestety wnętrz muzeum nie zobaczyliśmy, bo nie doczytałam, że w sezonie zimowym w weekendy jest otwarte po wcześniejszym ustaleniu... No trudno. Park w stylu angielskim całkowicie zrekompensował tą niedogodność. Całości smaczku dodaje wolnomularska przeszłość właściciela pałacu, legenda o duchu i niezwykłe atrakcje ogrodu, m. in. sztuczna grota, zagroda, po której przechadzają się dumne pawie, malownicze stawy, czy monopter. Nie będę Was tu zanudzać faktami i opowieściami, możecie o nich przeczytać na stronie muzeum (klik), lub tutaj. Pokażę Wam za to kilka zdjęć ukazujących dobrzycką perełkę z trochę innej strony.























Na koniec muszę Wam jeszcze koniecznie powiedzieć, skąd w ogóle pomysł na wycieczkę. Na Dzień Kobiet dostałam od Męża książkę Anety Pomomarenko pt. Strażnik skarbu. Akcja powieści rozgrywa się w 1888 roku w Kaliszu. Taki modny ostatnio kryminał retro. A że ja uwielbiam takie klimaty i że rzecz się dzieje w moim mieście, to po prostu musiałam to przeczytać (o recenzję może pokuszę się innym razem). Jednym z głównych wątków jest masoneria. W tym kontekście pojawia się właśnie pałac w Dobrzycy i zbiory biblioteczne i archiwalne jego właściciela. Wystarczyło zapytać wujka Google, pokazał zdjęcia i trasę. A że mój Michał stwierdził, że ma dzień dobroci dla żony (choć potem się tłumaczył, że po prostu miał na myśli spełnianie moich zachcianek :D), to nie mogłam tego nie wykorzystać. Było naprawdę super! Oby więcej takich słoncznych weekendów.

czwartek, 15 marca 2012

Bez jaj!

Dziś jajek nie będzie, ale klimat pozostaje jak najbardziej świąteczny. W końcu do Wielkiej Nocy pozostało już tylko kilka tygodni. Chciałabym więc Wam pokazać dwie serwetki, które wyszyłam chyba dwa lata temu. Jedna z kurczakiem, do koszyczka, a druga z zającem, do dekoracji :D






Oba wzory pochodzą z książki, którą pokazywałam Wam tutaj.

 ***

A na deser dwa wyróżnienia:





Dziewczyny, strasznie mi miło! Bardzo się cieszę, że moja tfurczość wesoła spotyka się z Waszym uznaniem. Naprawdę jestem przeszczęśliwa!
Jako, że brałam już udział w tych zabawach i w związku z tym wyróżniałam blogi tu i tu, nie będę się powtarzać, co – mam nadzieję – zostanie mi wybaczone.

Pozdrawiam serdecznie i do następnego razu (a będzie znowu jajecznie, tak wyszło, że mam w tym roku zatrzęsienie z tymi jajami)!

wtorek, 13 marca 2012

Kurczaki i tajemnica kropeczek

Nawet się nie spodziewałam, że moje jajka spotkają się z tak miłym przyjęciem! Bardzo Wam dziękuję za te wszystkie komentarze. W związku z pojawiającym się w nich pytaniem spieszę z wyjaśnieniem – kropeczki wychodzą takie ładne, bo robię je… kurde, uwaga, bo zdradzam patent… robię je patyczkami do uszu :D Ot i cała filozofia. Nabieram odrobinę farby na wieczko i stamtąd dopiero biorę na patyczek, żeby nie było tej farby za dużo. Podejrzewam, że nie ja jedna tak robię. Mam nadzieję, że Wam się ten pomył przyda.

A co do tytułowych kurczaków, to brakuje im tylko psa, który by wciskał nosem ENTER... Ale moje nie są tak zabawne, jak u Grzegorza Halamy :) Choć dostałam wyraźne przykazanie – mają być wesołe! No to są. Żółciutkie i wesołe:





Myślicie, że wystarczająco się cieszą?

Skoro już przy drobiu jestem, to pokażę Wam jeszcze kurki, świeżutkie z minionego weekendu.


I jeszcze jeden zaplątany stroik z motywem ludowym. Jakby nie było, też kurak.


A na koniec znowu mało jajecznie – zakładka dla mojego Męża. Poprosił mnie o nią, bo zaczął czytać jakąś grubszą książkę.



Od razu wiedziałam, że za bazę posłuży stara metka od jeansów. Do tego wycinanki z gazet, sznurek i gotowe. Miało być surowo i męsko. Głównemu zainteresowanemu się podoba. Z resztą pewnie podobałoby mu się nawet jeśli zwinęłabym kawałek gazety i związała nitką… To taki kochany Stworek jest i nie liczy się dla niego „za ile”. No chyba, że chodzi o to, ile miłości wkładam w to, co robię. A staram się jak najwięcej, zwłaszcza jeśli robię coś dla niego.

Oh, normalnie kończę i idę mojemu Skarbowi obiadek gotować :D Pozdrawiam Was cieplutko!

poniedziałek, 12 marca 2012

Kropeczkowy zawrót głowy

Dziś miło mi przedstawić Wam rodzinkę wesołych króliczków. Na pierwszy ogień Tato-Królik.


Siedzi sobie w koszyku  i dogląda pozostałej gromadki.



Wszystkie goszczą na małych, 7-centymetrowych jajeczkach. Na tyle kilku pisanek wymalowałam palemki, ale na większości są kropeczki. Bardzo mi się ten motyw podoba. W ogóle mam ostatnio bzika na wszystko, co czerwone w kropki. Taki motyw ma dominować w kuchni po remoncie, do którego wciąż nie mogę się zabrać. Cały czas jednak, małymi kroczkami, przerabiam kuchenne różności, by na koniec pasowały do koncepcji. Tym razem trafiło na konewkę. Była żółta i choć to podobno najmodniejszy kolor tej wiosny, to ja miałam już go po prostu dość. No i maźnęłam na bordowo, przy okazji malowania koszyczka na stroik (o tym innym razem). Róże już były. Musiałam dodać oczywiście ukochane kropeczki.  Uff, chwila odpoczynku od jajek.


Co dziwne, w innym pomieszczeniu niż kuchnia podejrzewam, że kropkowy motyw bardzo by mnie drażnił... 
Mam nadzieję, że remont zrobimy jeszcze przed świętami...

Pozdrawiam poniedziałkowo i z całego serducha dziękuję za wszystkie Wasze komentarze :D

piątek, 9 marca 2012

Powrót do korzeni

Zgodnie z tym, co zapowiadałam ostatnio, tym razem prezentuję jajka w szacie rustykalnej. Widzę po Waszych blogach, że to motyw cieszący się dużym powodzeniem. Może dlatego, że wiele z nas tęskni, za tym, co rodzime? Wydaje mi się, że po okresie zachwytu nad wszystkim, co zachodnie, powracamy do korzeni. Świadczą o tym nie tylko akcje na zasadzie „Dobre, bo polskie”, ale też renesans ludowych motywów właśnie. Uważam, że bogactwa naszej kultury i sztuki są tak ogromne, że powinniśmy z niej czerpać garściami. Ba! Całymi przyczepami! Na dowód jajeczka:





W następnym odcinku: króliki.

***

A tymczasem drugie w ostatnim czasie wyróżnienie, które dostałam od Iwonki



Wiecie, to naprawdę niesamowicie miłe :D …., dziękuję Ci z całego serducha!

Tymczasem wyróżnienie ode mnie wędruje do właścicielek blogów:


Pozdrawiam i miłego weekendu życzę!

środa, 7 marca 2012

Jajeczek ciąg dalszy

Narobiłam ostatnio tyle jajek, że postanowiłam pogrupować je w bloki tematyczne. Dziś prezentuję Wam akurat te, które nie pasowały mi do reszty.


To jajko o wysokości 15 cm mogłabym nazwać „gąski, gąski do domu!”. Wyszedł zupełny spontan. Miało być do postawienia, a więc obrazek nie mógł się zaczynać zbyt nisko. Jeden serwetkowy wzór zmarnowałam, bo się tak jakoś krzywo przykleił i było dużo zagniotków. Wycięłam więc następny, tym razem usunęłam część nieba. No i wyszło, jak wyszło. Dodałam jeszcze drobne kwiatki, żeby nie było zbyt pusto. Myślę, że jest ok.


To jajko na specjalne zamówienie teściowej. Wybrała wzór i kolor. Jest więc typowo Jadziowo. Od siebie dodałam kontur do palemek. Tło podmalowałam po naklejeniu wzoru. Oj, poćwiczyłam cierpliwość... (jak to zwykle w przypadku teściowej).

Kwiatkowe, w sumie mało świąteczne... Ale jak tylko usłyszałam „wzór dowolny”, to po prostu musiałam to wykorzystać i odpocząć od kurczaczków i zajączków.


A tu już wynik podrasowania jaja tulipanowego. Poprzednio wyglądało trochę... pusto. Po konsultacjach z koleżanką, która je chciała, doszłam do wniosku, że takie wypełnienie przestrzeni nie zakłóci kompozycji. Generalnie, jak dla mnie, in plus.

No, to w zasadzie wszystkie na dziś. Następnym razem będą motywy ludowe.

Chciałabym bardzo serdecznie powitać nowych  obserwatorów i bardzo Wam podziękować za tak miłe komentarze. 

Pozdrawiam cieplutko i do zobaczenia!

wtorek, 6 marca 2012

Pawie, czyli co jadała szlachta

Dziś w cyklu „retro gospodyni” przepis na pawia. Ja generalnie jedząc tego dostojnego ptaka miałabym na myśli pawia innego rodzaju, ale co tam. W końcu, jak można było jeść przepiórcze języczki w galarecie, to dlaczegóż by nie pawia? Tak zupełnie przy okazji.  



Pawica ma mięso białe i delikatne, jak indyczka. Po zabiciu powinny wisieć przez kilka dni jak indyczki. Gdy skruszały, nadziewa się je i piecze w piecyku na maśle, ciągle je polewając masłem. Można je naszpikować drobno pokrajaną w paski młodą słoninką.
„Uniwersalna książka kucharska” (wyd. Kurpisz S.A., Poznań 2003), s. 95.

A oto, co nasz „Poradnik kucharski” proponuje na obiad 6 marca:
Sandacz smażony. Rosół z kluseczkami. Sztuka mięsa z sosem kaparowym. Kremik ponczowy. Rosół z kaszką. Sztuka mięsa. Potrawka z cielęciny z kartoflami.
Tamże, s. 279.

Tyle o kulinariach. Jutro powracam z jajeczkami.