czwartek, 4 lipca 2013

Kufer, tudzież skrzynia


Było już kiedyś pudełko namarzenia. Teraz jest kufer.


Piszę dziś korzystając z błogosławieństwa, jakim jest spokojny sen Łucji. Chcę też jakoś sobie wypełnić czas, bo Michał właśnie znowu wyjechał na dwa tygodnie i zostałyśmy same. Czuję się jak żona marynarza… Ale od tego tematu chciałam przecież uciec. Dlatego prezentuję Wam najbardziej wypieszczoną rzecz, jaką zrobiłam ever! Jest to prawie stuletnia skrzynia. Wytargałam ją jako nastolatka ze strychu u dziadków i pomalowałam – o zgrozo – brązową emalią.



 Stała dość długo w moim pokoju, a potem się wyprowadziłam. Została więc bidulka zapomniana przez los, ale nie przez korniki, a po tym, jak dom całkowicie opustoszał, także przez myszy. Skutkiem tego prawie się rozleciała, straciła jedną listewkę z wieka i śmiało mogłaby być ilustracją w słowniku przenośni przy haśle „nadgryziona zębem czasu”. Choć ta przenośnia była całkiem dosłowna… W każdym bądź razie przypomniałam sobie o kufrze, kiedy upychałam po szafkach kolejne moje – oczywiście niezbędne – przydasie. Jadąc po nią nie sądziłam, że czeka mnie aż tyle pracy. Na szczęście szlifowaniem zajął się mój kochany Teść. Zabrał babunię na działkę i tam, w tumanach stuletniego pyłu i kurzu oczyścił ją do surowego drewna. Zabieg ten unaocznił ogrom zniszczeń dokonanych przez szkodniki. 



Co prawda owada by tam z mikroskopem elektronowym nie znalazł (żywego oczywiście), ale na wszelki wypadek zagruntowałam wszystko środkiem kornikobójczym po całości, bo wstrzykiwanie preparatu do pojedynczych dziurek nie miało najmniejszego sensu.


Szpachlowałam ja ci to wszystko potem przez dwa tygodnie, bo w wielu miejscach potrzeba było kilku warstw masy. Od razu zaznaczę, że użyłam dwóch rodzajów szpachli – pierwsza, kupiona na szybko firmy Vidaron absolutnie się nie sprawdziła. W odróżnieniu od lakieru akrylowego tej firmy, który jest chyba najlepszy na rynku! Kruszyła się i ciężko nakładała. Szybko też się skończła. Następnie kupiłam masę do drewna firmy Dragon w kolorze jesionu i był to strzał w dziesiątkę! Super się nakładała, plastyczna i wydajna. Polecam! 

źródło: www.vidaron.pl










Kiedy wreszcie uporałam się ze szpachlowaniem i szlifowaniem zaczął się mój ulubiony etap – malowanie.


Jako podkładu użyłam zmieszanych farb akrylowych w kolorze brązu i bieli (obie ze Śnieżki), rozcieńczonych wodą i nałożonych pędzlem gąbkowym. Podobnie z resztą robiłam przy sekretarzyku. Następnie nałożyłam metodą suchego pędzla farbę białą. Warto nadmienić, że użyłam tym razem pędzla o specyficznym, zróżnicowanym pod względem średnicy i materiału włosiu. Efekt lepszy i szybszy niż przy ogryzionym pędzlu, którego używałam do tej pory. Brzegi oczywiście delikatnie przetarłam papierem ściernym.



Na koniec pozostały dodatki i kosmetyka – przymocowałam okucie od starej szuflady (także dość leciwe), a Michał zamontował  uchwyty zakupione po jakieś 8 zł w Castoramie. 



Wisienką na torcie jest naklejka-rower od Cienkiej.


A swoją drogą, to Karola ma w tym kufrze znacznie większy udział, niźli naklejka. Gdyby nie ona, to pewnie nie zrobiłabym go tak dokładnie i starannie.

Stoi sobie teraz skrzynia obok sekretarzyka i wcale nie ustępuje mu urodą, jak mniemam. Okazuje się, że im więcej pracy nas coś kosztuje, tym większą radość sprawia!


26 komentarzy:

  1. A to ja pierwsza powiem, że kawał nieziemskiej roboty za Tobą , ale efekt wart tego trudu. Skrzynia ma drugie życie i pewnie długie i szczęśliwe:))Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacja, ślicznie odnowiona i ozdobiona:)))
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  3. śliczna metamorfoza, pozdrawiam cieplutko:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, jestem pod dużym wrażeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. o kurcze, ale piękna robota!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniale, warte to było takich nakładów pracy! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ależ się napracowałaś dziewczyno, ale wart było, teraz będziesz mogła trzymac tam swoje skarbki :)
    Buźka !

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna robota!!! brawo!!!!:)

    OdpowiedzUsuń
  9. przecudnie odmłodziłaś tę stuletnią skrzynię. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Twoja praca i zaangażowanie dały niesamowity efekt!!! Zazdroszczę zdecydowania! ja to bym następne lat myślała czy na biało, a jak na biało to czy rower... i tak w kółko! A tu świetna decyzja, efekt cudowny więc pozostaje pozazdrościć takiego wiekowego cacka. Buziaki przesyłam i nisko się kłaniam za pomysł i wykonanie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kufer piękny. Każda z nas morzy o takim a jeszcze na przydasie! Jak ja w końcu kupię kufer (Zupełnie nowy niestety) to będę w nim trzymała obrusy i serwety :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Skrzynia musiała dużo przejść aby teraz wyglądać tak ładnie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. pięknie się repzentują obie rzeczy- gratuluję cierpliwości:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Warto było bo teraz pięknie wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dokonałaś fantastycznej metamorfozy :) Warto było w nią włożyć tyle pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Heh normalnie jeszcze trochę i w piórka obrosnę :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Podziwiam Cię za cierpliwość i wytrwałość w dążeniu do celu!
    Pięknie odnowiłaś tą skrzynię!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. wow! jestem pod wielkim wrażeniem! super odnowiłaś ten kufer!:) Pozdrawiam serdecznie:*

    OdpowiedzUsuń
  19. Wow, alez pracy w nią włożyłaś! jestem pod wielkim wrażeniem :-) Wyszła pieknie. Ja uwielbiam takie rzeczy.
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  20. Co za skrzynia!Ależ się napracowałaś,ale efekt świetny!Prawda,czasem trochę szczerości-na wagę złota!Bo zaczyna nam ię bardziej chcić lepiej.-Ja lubię wszystko szybko-a nie znaczy to niestety dobrze i nad tym pracuję nieustannie:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Podziwiam zapał i cierpliwość, ale warte efektu końcowego:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Kufer rewelacja. Nieprzekombinowany sposób na renowację i efekt jest świetny.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :)