środa, 1 marca 2017

Zielone DIY w łazience

Marzec przywitałam leżąc w łóżku. Kilka dni temu dopadła mnie angina i zmogła tak, że nie miałam sił się ruszyć. Już jest lepiej, ale antybiotyk był koniecznością. Kilka razy myślałam, że już jest dobrze i okazywało się, że po dwóch, trzech godzinach musiałam kłaść się z powrotem, wykończona normalnymi, codziennymi czynnościami. A podobno swojego diabli nie biorą... 

Tymczasem wiosna za pasem. U mnie też się zazieleniło. Pozwoliłam sobie na dwa hiacynty, a w kuchni Łucja wysiała bazylię i sumiennie ją podlewa. Pojawiły się już maleńkie kiełki. 


To jednak jedyne żywe roślinki, na jakie mogliśmy sobie pozwolić ze względu na alergię Łucji. Swoją drogą ostatnio wreszcie zrobiliśmy jej testy skórne. Na 62 alergeny nie jest uczulona jedynie na 17... Jedyna pociecha jest taka, że podobno z tego wyrośnie.

Mimo wszystko już jakiś czas temu postanowiłam ożywić łazienkę. Bardzo podobało mi się korytko z trawą w Ikei, ale będąc w sklepie mieliśmy ważniejsze wydatki. Kiedy więc wybrałam się po różności do hurtowni, mój wzrok spoczął na białych, kwadratowych doniczkach. Moja półeczka w łazience ma duże ograniczenia, więc nie mogłam zdecydować się na podłużną donicę. Do tego kupiłam kępki sztucznej, wysokiej trawy. Użyłam zalegającą w domu gąbkę florystyczną i zielone sukno kupione niegdyś w sh. Całość położyłam na przywiezionym z Norwegii płaskim kamieniu.




Doniczki przyjemnie rozjaśniły granatowe płytki w łazience. Coś mi się wydaje, że muszę poczekać na jakieś weekendowy wyjazd męża i przemalować na jasno kafelki przetestowaną już w kuchni farbą... 
Na koniec zapraszam Was do zaniedbanej zakładki "Zdrowie XXI". Pozostając w łazienkowym klimacie polecam Wam dwa naturalne kosmetyki, które na stałe się u nas zadomowiły. 

6 komentarzy:

  1. te sztuczne kwiatki już dawno m się spodobały ale jest tak piszesz, podczas wizyty w Ikei zawsze są pilniejsze wydatki. kto wie może i ja się skusze na taka ozdobę, musze tylko poszukać sztuczną trawę, co pewnie wcale nie jest wielkim, problemem, gorzej będzie z kamieniem w Norwegii... :)

    Jak już zaczyna Ci chodzić po głowie malowanie płytek to coś czuję, że w niedługim czasie ujrzymy metamorfozę chyba już ostatniego nieodmienionego pomieszczenia. ja od razu pisze, że nie mogę się doczekać i liczę, na to, że nie będę musiała czekać na wpis na blogu bo mogę nie wytrzymać z ciekawości.
    buziaczki, papa

    OdpowiedzUsuń
  2. Kamień robi tu wielką robotę! Uwielbiam widok kwiatów w łazience,robi się wtedy jak w ...tropikach:)Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. super pomysł! dużo zdrówka życzę!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ładna ozdoba łazienki. Norweski kamień super tu pasuje
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :)