wtorek, 10 marca 2015

Kobiety są z Wenus

...a mężczyźni z Marsa. Podobno. O tym, jak różne spojrzenie mamy na wiele tematów, nawet tych najbardziej błahych, przekonujemy się każdego dnia. Dzięki temu nie nudzimy się ze sobą. Zawsze możemy też się przekomarzać, że niby ja nie, o w życiu, albo co ty mi tu chrzanisz. Różnice zdań mamy także przy wystroju wnętrz. Bo mój Mąż należy do tych, co lubią mieć swój wkład w zagospodarowanie przestrzeni osobistej. Do tej pory dyskutujemy o tym, czy dodatkowy pokój - oczywiście jeśli kiedyś taki będziemy posiadali - będzie moją pracownią, czy jego warsztatem. Podobnie rzecz się miała, kiedy powiedziałam mu o półce na kanapę. Dziwnie to brzmi, wiem. Podczas ostatnich salonowych metamorfoz zdecydowaliśmy, że stolika przy sofie nie będzie. Bo zajmuje miejsce, bo Łucja miałaby kolejny mebel do wspinaczki, bo... nie. Ale oboje zauważyliśmy, że oglądając wieczorem film, mecz, czy najnowszy odcinek Top Gear (zaznaczam, że oglądamy tv razem), brakuje miejsca, by postawić kubek z herbatą, czy orzeszki. Dawno temu widziałam gdzieś taki stoliczek, który zakłada się na podłokietnik kanapy. Uznaliśmy, że to strzał w 10. Ja miałam swoją wizję - z naturalnego drewna, bądź z płyty oklejonej pod kolor mebli. Michał wymyślił coś innego. Poprosił kolegów, żeby zrobili nam stolik z poliwęglanu. 



Muszę przyznać, że efekt mnie zadowolił. Jak się porysuje, zawsze będzie można okleić! Zamysł był taki, żeby zewnętrzna część opierała się o podłogę. Niestety Łucja za bardzo się interesowała stoliczkiem i pewnie długo by on nie postał. Dlatego przełożyliśmy dłuższą część między siedzisko i podłokietnik. Wygląda to równie ciekawie, a jest zdecydowanie bezpieczniej. Poza tym to element nie narzucający się, jeśli wiecie, co mam na myśli. Nie widać go, a jest. Ale pojawił się kolejny problem, a raczej pewna rozbieżność w tym, co na tym stoliczku ma stać wieczorami. 




Moja wersja przewiduje gorącą herbatkę, ciacho, czasami dobrą książkę. Wersja Męża - pilot, piwo i orzeszki. Czeka nas w życiu jeszcze wiele kompromisów... 

14 komentarzy:

  1. Bo życie to ciągłe kompromisy :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny pomysł, w moim przypadku pewnie stały by dwa piwka bez dodatków dla nas obojga :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomysł -rewelacja!!!Chylę czoła nad pomysłem:)

    OdpowiedzUsuń
  4. pomysł super! też mam takie kanciate podłokietniki tylko kto mi wygnie i z czego coś takiego? Muszę pomyśleć na spokojnie..:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiedziałam, że Twój szanowny małżonek lubi decydować w takich sprawach. No cóż, mogę tylko potrzymać Cię za rękę w tej sytuacji i jakoś dobrym słowem podnieśc na duchu. Ja na szczęście nie mam tego "problemu" z Tomkiem choć przyznaję, że lubi wiedzieć co obmyslam (on się wyraża, że ja nie obmyślam, tylko knuję:) i np. zdecydowanie narożnik, który kupimy Tomkowi rowniez musi sie podobać w 100 %. Co do Twojego męża to na szczęście ma fajny gust więc nie przepadłas tak do końća! Stolik prezentuje sie bardzo fajnie i faktycznie się nie narzuca! Co do tego, czyje smakołyki maja na nim stać, to kanapa ma dwa końce... :) w razie sprzeczek oczywiście :)
    A jesli chodzi o dodatkowy pokój to nie jest to solidarność jajników ale oczywiście, że pokój musi byc dla Ciebie ze względów praktycznych. Warsztat to można zrobić w piwnicy, w garażu, na działce, u teściów a pracownia to musi być w domu i finito.

    Spokojnej nocki, ap

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja mam pomysł na kompromis dla Was :)
    kupić drugi stoliczek :D i każdy będzie zadowolony
    z chęcią sama bym się na taki skusiła

    OdpowiedzUsuń
  7. ha! chodzi mi taki pomysł od dawna, tyle że z drewna :)
    Wasza wersja super, loftowa :)

    OdpowiedzUsuń
  8. pomysł pierwsza klasa ;) bardzo mi się podoba. U mnie mąż daje mi wolną rękę w sprawach dekoracyjnych itd...tylko co do kanapy to miał swoje zdanie;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo praktyczna podstawka! U mnie jest nieco inaczej,ja sama podejmuję wnętrzarskie decyzje.Podziwiam także,że Twój mąż zabrał się za realizację tego projektu:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo praktyczna podstawka! U mnie jest nieco inaczej,ja sama podejmuję wnętrzarskie decyzje.Podziwiam także,że Twój mąż zabrał się za realizację tego projektu:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Love this! ♥
    You are making me jealous, pretty!

    adoorablee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Trzeba kupić drugi i założyć na podłokietnik z drugiej strony kanapy! Bo jak Twoje ciasteczka będą większe a piwo męża duuuże, to co?
    Bardzo fajny patent.
    uściski ślę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawy pomysł i faktycznie mało widoczny, nie powoduje chaosu. Jednak podziwiam bo u mnie by się nie sprawdził. Herbatka często by lądowała na podłodze. Ja muszę mieć wszystko w bezpiecznej odległości:))

    OdpowiedzUsuń
  14. Pomysł genialny i bardzo praktyczny. Mnie się podoba wersja druga, czyli dłuższa część między podparciem a siedziskiem, jest estetyczniej.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :)