Jest sobie pewna Ania. Raczej nie mieszka na Zielonym Wzgórzu, choć ma rude włosy. Jest zakręcona, do cna dobra. Ma romantyczną duszę i bardzo piękny umysł. Lubi obdarowywać innych, często robiąc im niespodzianki. Mnie zaskoczyła po raz kolejny przed świętami. Dotarła do mnie spora paczuszka, a w niej wiele pięknych ozdób i przydasiów. Jej gipsowy królik pełnił w naszym mieszkaniu rolę wielkanocnego gospodarza. Naklejki z kogutkami ozdobiły niebieskie jajka, które malowałam z Łucją już jakiś czas temu. Chorągiewki zawisły na ścianie w pokoju Łucji (o którym już niedługo będzie ze szczegółami). Do tego były jeszcze szydełkowe podkładki pod kubki (zapomniałam wziąć ich do zdjęcia, ale możecie je zobaczyć TU). Drewniane podkładki też były. A nawet i drewniana zawieszka i kostka - stojak na długopisy. Poza tym jeszcze papiery ozdobne i tagi. Czy to nie jest niesamowite? Te wszystkie piękne rzeczy to jedno, ale jakim trzeba być człowiekiem, żeby ot tak sobie sprawiać wielką radość ludziom? Czy to jeszcze człowiek, czy już zabłąkany na ziemskim padole anioł? Aniu, dziękuję Ci bardzo, bardzo! I Łucja także mówi swoje sepleniące "dziękuję". Jesteś na prawdę kochana!
czwartek, 9 kwietnia 2015
wtorek, 7 kwietnia 2015
Krótki reportaż ze świąt u Bluszczów
Jak to mówią, święta, święta i po świętach. Jak już Wam pisałam, ze wszystkim zdążyliśmy. Łucja kolejną już noc przespała w swoim łóżku. Brakuje jeszcze kilku rzeczy, ale teraz to już będziemy wszystko wykańczać na spokojnie, tym bardziej, że Michał leży chory. Ten, kto ma małe mieszkanie i robił remonty pewnie zrozumie moją dziką radość z odzyskanej, ba! odgruzowanej przestrzeni życiowej. Tymczasem w święta był i żurek w chlebie i przepyszny sernik. Była i kaczka w jabłkach, po której zostały tylko kości i została uwieczniona jeno w naszych kubkach smakowych, a nie na zdjęciu. No jak już Teściowa chciała iść pod ratusz mnie chwalić, to musiało być dobrze! Żal mi tylko Łucji, bo nie dość, że nie mogła jeść czekoladowych jajek i zajączków, to nawet po mandarynkach ją obsypało. Na koniec okazało się, że idzie jej ząbek. Efekt był taki, że nasze dziecko szaleje jak opętane. Pomyśleliśmy, że to jakiś może skumulowany bunt dwulatka, bo nawet do pieluszek musieliśmy chwilowo wrócić, a tu się okazuje, że winowajca jest malutki i bielutki i już go widać, na całe szczęście. Mam nadzieję, że to właśnie ząb jest odpowiedzialny za to zamieszanie.
Święta minęły nam nad wyraz szybko, spędziliśmy je odwiedzając najbliższych, jedząc i spacerując (na ile pozwoliła pogoda). Cieszyliśmy się sobą po prostu. Mam nadzieję, że i Wasze święta były równie udane! Poniżej migawka z wielkanocnego weekendu. Pozdrawiam ciepluteńko!
sobota, 4 kwietnia 2015
Alleluja i do przodu!
Kochani!
Zdążyliśmy! Co prawda żurek dopiero się gotuje, a sernik... no cóż, ser kupiłam, to udało nam się wszystko zrobić! Łucja właśnie śpi w swoim nowym łóżeczku, a my rozkoszujemy się czystym domem bez kartonów i kurzu. Jestem pewna, że to także dzięki Wam! Dziękuję za wszelkie słowa wsparcia i wszystkie trzymane kciuki! Na zamieszczonych poniżej zdjęciach zobaczycie zapowiedzi następnych postów, ale to już w następnym tygodniu.
Tradycyjnie na święta, wraz z życzeniami zapraszam Was do naszego skromnego mieszkania. Cieszcie się razem z nami ze słonecznej pogody i zapachów wydobywających się z kuchni. Radujmy się wspólnie w ten świąteczny czas! Życzę Wam, by nadchodzące dni obfitowały w uśmiech i zrozumienie!
Zdążyliśmy! Co prawda żurek dopiero się gotuje, a sernik... no cóż, ser kupiłam, to udało nam się wszystko zrobić! Łucja właśnie śpi w swoim nowym łóżeczku, a my rozkoszujemy się czystym domem bez kartonów i kurzu. Jestem pewna, że to także dzięki Wam! Dziękuję za wszelkie słowa wsparcia i wszystkie trzymane kciuki! Na zamieszczonych poniżej zdjęciach zobaczycie zapowiedzi następnych postów, ale to już w następnym tygodniu.
Tradycyjnie na święta, wraz z życzeniami zapraszam Was do naszego skromnego mieszkania. Cieszcie się razem z nami ze słonecznej pogody i zapachów wydobywających się z kuchni. Radujmy się wspólnie w ten świąteczny czas! Życzę Wam, by nadchodzące dni obfitowały w uśmiech i zrozumienie!
środa, 1 kwietnia 2015
Owca Franciszka
Miałam przygotowany post innej treści. Miałam go zamieścić w poniedziałek. Miało być tak pięknie... Niestety remont trwa w najlepsze i będziemy musieli stanąć na głowie, żeby go skończyć przed świętami. O dekoracjach i wymyślnym menu nawet nie marzę. Pozostając jednak w wielkanocnym klimacie chciałam Wam przedstawić pewną damę - oto owca Franciszka. Ma pasiaste leginsy, tunikę w kolorze pudrowego różu i takiż kapelusik oraz ciepłą, polarową kurteczkę, bo przecież piękną zimę mamy tej wiosny. Owieczka beczy sobie radośnie w Galerii Prezentów Handmade.
Pozdrawiamy obie cieplutko. Zmykam spać. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko nam wyszło, bo kolejny poślizg mogę przypłacić zdrowiem psychicznym.
środa, 25 marca 2015
Kartki z jajami
Dziś króciutko, bo remont pokoju Łucji w trakcie. Pomalowałam już dziś karnisz, ramki i inne drobiazgi. Na szlifowanie czeka stolik. Skaczę jak kozica nad kartonami. Mąż się śmieje, że możemy poczuć się tak, jakbyśmy mieszkali w kawalerce. Oj, ciężko by było... W każdym razie między jednym myciem podłogi, a drugim zdążyłam ostatnio wykleić karteczki świąteczne. W tym roku wszystkie na jedną modłę - jajko z kwiatkami. Widziałam podobne na stylowi.pl. Bardzo mi się spodobały, a że akurat miałam takie bazy, to pomyślałam, że będzie fajnie. Wykonanie szybkie, łatwe i przyjemne... Przy okazji powstały też inne kartki, ale o tym potem. Na razie zapraszam do obejrzenia wielkanocnych karnetów. Niektóre z nich polecą do adresatów jeszcze w tym tygodniu, reszta w poniedziałek. Eh, święta... Żebyśmy się tylko wyrobili z tymi remontami...
czwartek, 19 marca 2015
Uciekające kurczaki
Uwaga! Ze strzeżonego ośrodka uciekły trzy szalone kurczaki. Przemieszczają się białym, trzykołowym rowerem z koszykiem. Do pojazdu przymocowały kwiaty i wstążki. Małe hipisy uprowadziły kilka jajek. Naoczni świadkowie twierdzą, że brawurowej ucieczce towarzyszyły okrzyki: "Make love, not omlette!" oraz "Free your eggs!". Śledczy zajmujący się sprawą mogą jedynie domniemywać, że kurczaki wyruszyły przywitać nadchodzącą wiosnę. Podkreślają jednak, że zbiegłe nieloty są bardzo niebezpieczne - samą swoją obecnością potrafią wywołać niekontrolowane napady wesołości, co tym bardziej utrudnia ich skuteczne ujęcie. Ostatni raz widziano je w jednym z okolicznych żłobków. Wszelkie informacje dotyczące aktualnego miejsca pobytu kurczaków prosimy podawać w komentarzach pod tym wpisem.
poniedziałek, 16 marca 2015
Nie mam sił wymyślać rozsądnego tytułu...
Wybaczcie, że nie będę się rozpisywać, ale dochodzi północ, a ja mam za sobą imieninową kartkę, rowerowy stroik oraz ogromną górę prasowania i prania, a to wszystko w ciągu ostatnich trzech godzin. Chciałam tylko wspomnieć, że nadszedł najwyższy czas na pierwszy wpis wielkanocny i pierwsze ozdoby. Poczyniłam dwa eko-wianuszki. Posłużyły mi do tego małe jajka styropianowe (w ilościach hurtowych nadesłane w ubiegłym roku przez moją Mamę. Mamo, jeśli to czytasz - nie przysyłaj mi jajek w tym roku, proszę!). Do tego stara książka, klej, taśma dwustronnie klejąca, sznurek, serwetka z piórkami, kawałek drutu... Zapraszam do obejrzenia fotek.
wtorek, 10 marca 2015
Kobiety są z Wenus
...a mężczyźni z Marsa. Podobno. O tym, jak różne spojrzenie mamy na wiele tematów, nawet tych najbardziej błahych, przekonujemy się każdego dnia. Dzięki temu nie nudzimy się ze sobą. Zawsze możemy też się przekomarzać, że niby ja nie, o w życiu, albo co ty mi tu chrzanisz. Różnice zdań mamy także przy wystroju wnętrz. Bo mój Mąż należy do tych, co lubią mieć swój wkład w zagospodarowanie przestrzeni osobistej. Do tej pory dyskutujemy o tym, czy dodatkowy pokój - oczywiście jeśli kiedyś taki będziemy posiadali - będzie moją pracownią, czy jego warsztatem. Podobnie rzecz się miała, kiedy powiedziałam mu o półce na kanapę. Dziwnie to brzmi, wiem. Podczas ostatnich salonowych metamorfoz zdecydowaliśmy, że stolika przy sofie nie będzie. Bo zajmuje miejsce, bo Łucja miałaby kolejny mebel do wspinaczki, bo... nie. Ale oboje zauważyliśmy, że oglądając wieczorem film, mecz, czy najnowszy odcinek Top Gear (zaznaczam, że oglądamy tv razem), brakuje miejsca, by postawić kubek z herbatą, czy orzeszki. Dawno temu widziałam gdzieś taki stoliczek, który zakłada się na podłokietnik kanapy. Uznaliśmy, że to strzał w 10. Ja miałam swoją wizję - z naturalnego drewna, bądź z płyty oklejonej pod kolor mebli. Michał wymyślił coś innego. Poprosił kolegów, żeby zrobili nam stolik z poliwęglanu.
Muszę przyznać, że efekt mnie zadowolił. Jak się porysuje, zawsze będzie można okleić! Zamysł był taki, żeby zewnętrzna część opierała się o podłogę. Niestety Łucja za bardzo się interesowała stoliczkiem i pewnie długo by on nie postał. Dlatego przełożyliśmy dłuższą część między siedzisko i podłokietnik. Wygląda to równie ciekawie, a jest zdecydowanie bezpieczniej. Poza tym to element nie narzucający się, jeśli wiecie, co mam na myśli. Nie widać go, a jest. Ale pojawił się kolejny problem, a raczej pewna rozbieżność w tym, co na tym stoliczku ma stać wieczorami.
Moja wersja przewiduje gorącą herbatkę, ciacho, czasami dobrą książkę. Wersja Męża - pilot, piwo i orzeszki. Czeka nas w życiu jeszcze wiele kompromisów...
czwartek, 5 marca 2015
Mała dzikuska
Pod koniec lutego Łucja miała w żłobku bal karnawałowy. Niestety na niego nie poszła. Początkowo miałam takie plany, żeby ją odebrać po 2,3 godzinach. Niestety tamten piątek był pierwszym dniem "normalnym" po 8 dniach gorączki. Poza tym wiem, że rodzice często faszerują dzieciaki lekami i mimo wszystko przysyłają je na takie imprezy. Bo przecież dziecko straci. Ale jego koledzy i koleżanki zyskają moc drobnoustrojów... Tymczasem ja doszłam do wniosku, że moja 2-letnia córka raczej nie będzie potem w poniedziałek rozmawiała z koleżankami, kto w co był ubrany. Ba! Za kilka lat nie pamiętałaby o tym, że bal w ogóle miał miejsce. Ale oczywiście sukienkę jej uszyłam, bo pamięć zawiedzie, ale pamiątka będzie.
Kupiłam w sh spódnicę. Miała być brązowa, ale ta miała takie piękne hafty i frędzelki! Wykroiłam na chybił - trafił. Wiecie przecież, że ja o kroju to wiem tyle, ile podpatrzałam od Mamy, kiedy po nocach szyła nam sukienki, czy co nam się w naszych nastoletnich głowach uroiło. Oj, a była w tym dobra! Ona w szyciu, a my w wymyślaniu. No w każdym razie ja też szyłam późnym wieczorem. Trochę mi coś tam krzywo wyszło, zamek wszyłam po prostu po amatorsku... Ale sukienka powstała. Do tego opaska na głowę i piórko znalezione gdzieś w parku, dwa warkoczyki. Kiedy dzieci wesoło dokazywały na balu, my poszłyśmy na spacer, bo nasza pani doktor mówi, że dziecko może być chore, kaszleć, smarkać, byle nie miało gorączki - świeże powietrze to najlepsze lekarstwo. A jak już mogłyśmy wyjść, to spakowałam kieckę i zajrzałyśmy do naszej pani fotograf. Będą zdjęcia na pamiątkę. Łucja miała ubaw biegając po studiu niczym prawdziwa dzikuska. Stąd właściwie wziął się też pomysł na to przebranie. Mój mały urwis to przecież nieokiełznany żywioł, niczym prawdziwa Pocahontas! A Wy za co przebrałyście swoje dzieci na karnawałowe bale?
niedziela, 1 marca 2015
Jak z kuchenki wyszła toaletka
Pamiętacie jeszcze kuchenkę dla Łucji? Pokazywałam ja wielu moim koleżankom, bo były ciekawe jak wygląda kuchnia zrobiona z taboretu. Jedna tak się zachwyciła, że poprosiła mnie o podobny sprzęt agd dla swojej córki. W trakcie realizacji kuchenka przekształciła się w toaletkę, zgodnie z zaleceniami samej zainteresowanej.
Początki były bardzo trudne. Taboret, który koleżanka znalazła, był bardzo ciężki do "odzyskania". Najpierw cała moc zszywek do wyciągnięcia z siedziska. To co zobaczyłam pod obiciem przyprawiło mnie o zawrót głowy - ziejąca z wiórowej płyty dziura. Przez dwa dni szpachlowałam i gładziłam, aż wreszcie dało się coś tego zrobić.
Płytę oczywiście wyciął i zamocował mój mąż. Potem było już tylko z górki - malowanie, mały dekupaż z wróżką (jak się okazało, Mała Księżniczka uwielbia wróżki, więc trafiłam w 10!). Całości dopełnił różowy koszyczek oraz lustro, jak to w toaletce.
Postanowiłam także, zupełnie spontanicznie, że zrobię także pudełeczko na drobiazgi oraz iście księżniczkowy breloczek.
Na szczęście zastrzeżeń nie było (albo ja nic o tym nie wiem). Tak to jest, że jak robię coś dla dziecka, to staram się 10 razy bardziej, bo dziecko przecież jest najznamienitszym krytykiem, bez skrępowania powie, że coś mu nie pasuje. A jak widzę w oczach dziecka radość, kiedy daję mu coś zrobionego przez siebie, to moje wewnętrzne dziecko skacze ze szczęścia, kręci piruety, axle i inne tulupy. Przepraszam za nie najlepszą jakość zdjęć, jak zwykle robiłam je przy kiepskim świetle... Miłego popołudnia wszystkim życzę!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


