Ciężko mi było zabrać się do tego wpisu. Już miesiąc temu zakończyliśmy odbywający się etapowo remont kuchni. Choć może remont to za duże słowo. Nie skuwaliśmy płytek, nie wymienialiśmy instalacji... Od dawna marzyłam o tym, by pozbyć się z tego pomieszczenia wszechobecnych brązów. I choć przyjaciółka mówiła mi, żebym nic nie zmieniała, bo kuchnia jest taka przytulna i sielska, to ja musiałam posłuchać głosu serca. Mając jednak w pamięci słowa Marity postanowiłam, że zmienię kolorystykę ścian, mebli i blatów, ale dodatki zostawię nie zmienione. Może nie wyszła nam kuchnia z katalogu, może pozostał tu element chaosu, ale w końcu nie jesteśmy modelami z gazety, tylko prawdziwymi lokatorami. W sercu naszego mieszkania, którym bez wątpienia jest kuchnia chcemy czuć się dobrze. Są tu więc drobiazgi i prezenty od bliskich nam osób, w dużej mierze od Was, są graty pamiętające nasze dzieciństwo, są też magnesy przywożone od jakiegoś czasu z naszych podróży. Może to kicz, a może i nie. Dla nas to garść wspaniałych wspomnień. Przez te wszystkie rzeczy czuję się, jakby nasza kuchnia była przechowalnią cząsteczek osób, miejsc i wspomnień. Niczym zawodowy archiwista, którym w końcu jestem, ułożyłam wszystkie ważne dla nas elementy na półkach i w szafkach. Jest tu kropeczkowy komplecik od Siostry, są pojemniki od Cioci Eli, jest koszyczek upleciony jeszcze przez Tatę, od Mamy mam za to nie tylko dzbanek, czy inne drobiazgi, ale też wiele kulinarnych umiejętności (w życiu mój bigos nie byłby taki dobry, gdyby nie nauki z dzieciństwa!). Są garnki i wiele innych przydasiów od zawsze praktycznej Teściowej Jadzi (przecież Jadzia Ci zawsze doradzi!). Są wreszcie prezenty od Was, w większości od Ani i Ilonki. Dziewczyny, czasami mam wrażenie, że Wyście tą kuchnię mi urządziły!
Widzicie zatem, że nasza kuchnia nie mogłaby być sterylna i elegancka. Chciałam Wam ją pokazać taką, jaka jest w rzeczywistości. Dlatego zostawiłam magnesy na lodówce i naczynia na suszarce. To pomieszczenie odzwierciedla nas, naszą rodzinę. Wiele osób, szczególnie tych, które nie znają mnie dość dobrze, mówią, że jestem zdystansowana i chłodna. Może to prawda, nie mnie to oceniać. Ale mogłabym wtedy porównać się do tej kuchni. Ktoś, kto mówi, że jestem niedostępna widzi tylko szaro-białe ściany. Ale ja, to tak na prawdę te wszystkie dodatki, czerwone, czasami w naiwne kropeczki, z nutką retro, z zabranymi z domu książkami kucharskimi, ze słoikami pełnymi suszonych ziół. A w szafkach pełno kruchych szklanek. Za dużo, ale przecież półki wytrzymają.
Rzut oka na to, jak było:
A teraz garść praktycznych rzeczy. Ściany malowane, po jednej stronie odporną na szorowanie farbą (położona na wcześniejszą "kamienną" tapetę, dzięki czemu zachowała się faktura). Płytki malowane na szaro farbą V33. Fronty mebli oddaliśmy do lakierowania, konieczne było zdjęcie starej powłoki. Reszta mebli malowana, także farbą V33. Blaty wymienione na nowe. I na koniec taka mała refleksja - nigdy więcej malowania takich mebli. Zdecydowanie wolę okleinę!
Pięknie wyszło :) Przytulnie, domowo i swojsko :) Wpraszam się na kawkę :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! Stawiam kawkę :)
Usuńprzytulnie :) a ja wpraszam się na...herbatkę :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam cieplutko :)
a za mną chodzi niebieski, taki kobaltowy lub petrol w dodatkach ;) ech my kobiety...
buziaki
Ania
Dobrze, że lubimy inne rzeczy. Byłoby nudno, gdyby nasze gusta były takie same :) Zapraszam na herbatkę!
UsuńZdecydowanie lifting na plus. Brawa. A dodatki dopełniają całości i nadają swojskości :-)
OdpowiedzUsuńDzięki :)
UsuńRany, nic nie sygnalizowałaś, że bierzesz się za takie wyzwanie. Nie wiedziałam też, że masz aż tyle czerwonych dodatków, raczej małe kadry były widoczne na zdjęciach. Z ciekawością będę obserwowała jak będzie zachowywała się ta magiczna farba do płytek, bo chciałabym nią odświeżyć łazienkę. Boję się tylko o kontakt w wodą. Moje mieszkanko dostało nową szatę w szarościach i bieli, dodatki zostają niezmiennie miętowe i brudno-niebieskie.
OdpowiedzUsuńJuż moja rodzina zadbała o te czerwone dodatki :) A o remoncie była cicho, bo i na blogu niezbyt często bywałam. Co do płytek, to u nas niestety zrobiło się trochę zacieków. Trzeba po porostu malować fugi razem z resztą, a nie najpierw fugi, a potem resztę. Co do wody, na razie jest ok. Utwardzanie farby trwa około miesiąca, mimo tego, że schnie bardzo szybko... Na meblach widzę, że na płaskiej powierzchni niestety się rysuje.
UsuńWspaniały przykład na to, że niewielkimi środkami możemy odświeżyć wnętrze, które nam już się znudziło. Jestem wielką zwolenniczką farby i używam jej do wszystkiego (o czym można się przekonać na moim blogu).
OdpowiedzUsuńNeutralne, biało-szare tło uspokoiło wnętrze i wyeksponowało dodatki, które są dla Ciebie cenne.
Nie rozumiem poglądów, że brązowe jest przytulne. To nieprawda! Chyba, że mamy na myśli prawdziwe drewno. Bo brązowa paździerz wcale nie dodaje wnętrzu przytulności i uroku. Fajnie, że ktoś wymyślił farby, którymi te paździerze możemy upiększyć :)
Pozdrawiam!
Idealne słowo, te paździerze. Wierz mi, że wcześniej nie chciało mi się już nawet porządnie sprzątnąć, bo miałam wrażenie, że to nic nie daje... A teraz spędzam w kuchni każdą wolną minutę :)
Usuńjest pięknie, moje kolorki:)
OdpowiedzUsuńDzięki!
UsuńWasza kuchnia odzwierciedla osobowość lokatorów. Widzę ciepło, gust, miłość do przeszłości i szacunek do pracy innych, widzę też wdzięczność. To wszystko sprawia, że kuchnia jest jedyna w swoim rodzaju, jest po prostu "Wasza". Bardzo lubię takie przestrzenie z duszą, z akcentem w postaci cząstki, która nazywa się indywidualizm...nie kopiujemy, nie przenosimy żywcem ze stron internetowych, tylko dodajemy coś od siebie. I tak jest u Was:) Brawo:)
OdpowiedzUsuńAha, mam taki sam zegar, uwielbiam go! Uściski:)
Dziękuję za te wszystkie miłe słowa. Ja w tej kuchni wreszcie się czuję "u siebie". A takie puste, z pustymi blatami, to podobają mi się w katalogach, ale u nas to niewykonalne :)
UsuńPięknie teraz Twojej kuchni w bieli :) Nie rozumiemy osób, które czyszczą mieszkanie ze wszystkich rupieci, które zazwyczaj leżą w pomieszczeniach tylko po to, żeby zdjęcia wyglądały ładnie. W ten sposób zakłamuje się rzeczywistość. Przecież te naczynia i te magnesy to Wasze życie :)
OdpowiedzUsuńTakże wychodzę z tego założenia. Oczywiście fajnie coś wystylizować, ale bez przesady. Przyznaję bez bicia, że usunęłam z kadrów stosy leków córki. Te wszystkie syropy, kapsułki i tabletki są mimo wszystko mało dizajnerskie :)
UsuńJa się w Twojej kuchni zakochałam od pierwszego spojrzenia, jest wspaniała, to taka ocieplona Skandynawia :) Uwielbiam takie metamorfozy, uważam, że powinnaś upublicznić ten wpis np. na FB w grupie Blogi Wnętrzarskie, przecież to mega fajny wpis i wielka inspiracja dla tych, którzy boją się odważyć na tak radykalne zmiany.Co do magnesów to bardzo dobrze, że je zostawiłaś, taka jest własnie Wasza kuchnia na codzień i taką chętnie oglądamy.
OdpowiedzUsuńZaskoczyło mnie, że jesteś odbierana jako chłodna osoba, bije od Ciebie takie ciepło i spokój, emanujesz dobrą energią i to się czuję od pierwszej minuty a Łucja odziedziczyła te same cechy.
Zmykam do oglądania zdjęć i do poprzedniego posta, w trakcie pisania komentarza internet mi zaginął i nie opublikowałam kilku słów o naszych odmiennych gustach.
Buziaki dla Waszej trójeczki cmok cmok cmok
Dzięki Ania! W końcu miałaś niemały wkład w wystrój naszej kuchni. A i do samego remontu nieświadomie się przyczyniłaś, bo udało mi się do tego projektu namówić Michała dopiero po wizycie u Was :) Co do naszego ciepła i spokoju, to tak mi się nasunęło, że to ciepło, to pewnie biała gorączka, a spokój... no cóż, to zawsze cisza przed burzą :)
OdpowiedzUsuń😃
UsuńJak niewiele potrzeba by osiągnąć taki spektakularny wynik. Kuchnia zyskała lekkości i świeżości .Lubię połączenia stylów, zawsze jest wtedy indywidualnie.Pozdrawiam i gratuluję
OdpowiedzUsuńNawet NIE MA porównania! Nowa kuchnia jest absolutnie zjawiskowa! Wcale się nie dziwię,ze lubisz w niej pzrebywać.Teraz gzreje Cię prawdziwe ciepło domowe.Osobiste drobiazgi są konieczne,zeby zachować niepowtarzalność.Nie rozumiem jak można żyć w "katalogowym"wnętrzu.Miłego gotowania i przesiadywania:)
OdpowiedzUsuńfajnie wyszło :), a co to za stópki odbijają się w mikroweli ? ;)
OdpowiedzUsuńwane ,że Tobie się podoba i dobrze się czujesz ::)
Kuchnia niezwykle miła i przytulna, dzięki tym kolorowym dodatkom. Mimo ogólnej bieli i szarości, te czerwone dodatki wprowadzają ciepłą i przyjazną atmosferę, która zachęca do spędzania tu czasu. Z prawdziwą przyjemnością posiedziałabym tu na ploteczkach, przy gorącej herbatce :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło, Agness :)
Pięknie to opisałaś, że kuchnia jest sercem domu, nie kto inny ale Wy w niej powinniście się czuć najlepiej... a swoją drogą, parę rzeczy z Twojej kuchni bym Ci podebrała :) :) :)
OdpowiedzUsuńPięknie wygląda ta twoja nowa kuchnia :) właśnie teraz, jak dla mnie, zrobiła się przytulna a na dodatek jasna i delikatna. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń